.

.

wtorek, 6 marca 2012

Polemika z ………  ciszą

Z obserwacji życia codziennego ludzi zamieszkujących ten nasz Dziki Kraj z nieukrywaną przykrością obserwuję zanik pewniej ludzkiej wizytówki. To odróżnia nas od pozostałych stworzeń boskich, że posiadamy umiejętność prowadzenia konstruktywnej konwersacji. Jak już zapewne wielu z nas wie właśnie dzięki rozmowie, Wielcy Ludzie odkrywali Wielkie Prawdy. Filozofowie prowadzili treściwe dysputy, aby nam- maluczkim zaoferować rzetelne wzorce do naśladowania, aby dać nam alternatywne „drogi”, którymi mamy przez nasze, marne życie podążać i wreszcie, ażeby- ułatwić nam życie. Po przez polemikę z własnymi umysłami, uczeni odsłaniali tajemnice, tak naprawdę nigdy do końca nieodgadnionej- kuli ziemskiej i całego wszechświata. Dyplomaci wskutek udowadniania swych racji walczyli o pokój na świecie. Także i Ci, którzy „żyli własnym życiem” poprzez dialog szukali sensu swojej egzystencji.

…...Niestety dziś nasza rozmowa ogranicza się do wymiany suchych informacji, obgadywania (tzn. wymiany krytycznych uwag na czyjś temat:), niepotrzebnych kłótni, wytykania wad… Zwłaszcza młodzież która nie potrafi już ze sobą rozmawiać i choć „milczenie jest złotem”- to nie to milczenie, które rodzi się bezpretensjonalnie z braku „czegoś do powiedzenia”. Pustka w głowie? A może zwyczajnie strach przed ujawnieniem swoich prawdziwych myśli, uczuć, poglądów. Przecież nie uwierzę w to, że jesteśmy aż tak puści, iż wyłączyliśmy nasze mózgowia na rzecz kolorowych magazynów, głupkowatych programów i bezwartościowych książek. Lękamy się krytyki, boimy się, że ktoś będzie miał inne zdanie niż my. Tylko czy nie to właśnie chodzi? Rozbieżność myśli- jest tą siłą, która napędza Świat. Życie byłoby nieprzejednanie nudne, gdyby każdy z nas reprezentował te same poglądy dotyczące wszystkich dziedzin życia. A o postępie nie byłoby mowy…

Nie składam tu oklasków ani aplauzu bezmyślnej paplaninie, bo gadulstwo nie jest też cechą pozytywna. Pragnę jedynie zwrócić uwagę na problem, który dotyczy nas wszystkich. Ci, którzy posiadają jako tako zachowaną potrzebę własnej samorealizacji, ewolucji- poprzez właśnie rozmowę, nie mają zwykle z kim konwersować. Choć są i takie ewenementy, gdzie dane osobniki dialogują same ze sobą, nie przejmując się opinią psychiatrów. Lekarzem nie jestem, więc o zdrowiu psychicznym wypowiedzi nie udzielę. Powiem tylko (a raczej napisze), iż powątpiewam, że taki substytut jest w pełni zastąpić nam umysł, myśli drugiego przedstawiciela rasy ludzkiej. Mierzi mnie horrendalnie to, że większość z nas niestety zalicza się do tej drugiej grupy, do środowiska, zataczającego coraz większe kręgi, którego mottem jest slogan: „Nieważne, olewka”. Zaczynając jakąś niebagatelną dysputę, nastawiamy się psychicznie na wytężoną pracę umysłu, nasze szare komórki przetwarzają miliony informacji, nasz głód niezaspokojonej wiedzy rośnie w miarę trwania konwersacji- a tu przykra niespodzianka. Początkowy chętny osobnik daje nam boleśnie odczuć swoją ignorancję umysłową, do naszego wytężonego umysłu dociera, jakże niesympatyczne wyrażenie...NIEWAŻNE... Bolesne rozczarowanie. Ale co jest tego przyczyną? Co sprawia, że ludzie tak boją się wypowiedzieć własne myśli? Można by rzec, że są to tylko bezwartościowe, trywialne, błahe słowa. Można również powiedzieć, iż lepiej jest milczeć, że lepiej nie wypowiadać nic nie znaczących słów. Można...Ale przecież słowa nie są puste, gdy się w nie wierzy! Jeśli wierzymy w jakąś idee to czemu nie mamy o nią walczyć? Tylko uciekać w szeroko rozwarte ramiona ludzkiej łatwizny, a istotę światopoglądu chować w zakamarki naszej ideologii? Czemu nie chcemy dać się poznać jako istoty myślące?
Jeżeli chodzi o młodzież to zdecydowanie winę ponoszą pedagodzy, którzy zamiast zarazić pasją i konwersować, powtarzam – konwersować , odpieprzają swoją czterogodzinną dniówkę zgodnie z idiotycznym programem nauczania i mają wszystko gdzieś (zaznaczam że zdarzają się wyjątki które znam osobiście). Winę ponoszą również rodzice którzy zamiast poświęcić swój czas na rozmowę z dziećmi, dążyć by spędzić razem jak najwięcej czasu mają w dupie swoje pociechy gdyż gdyż jedyne co ich interesuje to kasa. (Zapomnieli znaczenia słów – Pieniądze to nie wszystko ).  Ktoś kiedyś zarzucił mi że się przemądrzam i takie tam…, wiem ich ta prawda boli J . Wysłuchując relacji ze szkoły swoich dzieci stwierdziłem, że wśród pokolenia gimnazjalistów jedyną wartością jest hipermarket , ubrania, najnowsza komóra , i……nic - tak tu się lista kończy – tragedia !!!
Czy możemy obwiniać za to dzieci ? Za to że rodzice z nimi nie rozmawiają, za to że pedagodzy których wysyp jak grzybów po deszczu (co zresztą mówi wszystko za siebie) nie potrafią rozmawiać ze swoimi podopiecznymi ? Z pewnością nie. Nasze społeczeństwo jest utopią dążącą do samozagłady. Każdy chce mieć więcej i więcej , każdy jest zabiegany i  wyznaje jedną religię – pieniądze.
Wracając do tematu dochodzę do wniosku że tak to już jest na tym świecie uporządkowane, wszechobecny jest człowieczy pęd do przyjmowania najdogodniejszej opcji. Po cóż się wdawać się w polemikę, jeśli można spokojnie spędzić resztę dnia, bez fałdowania naszej kory mózgowej? Może dla własnej satysfakcji? Stawić czoła wyzwaniu... Udowodnić sobie (albo komuś), że nie jest się umysłowym impotentem. Wymienić poglądy, dowiedzieć się czegoś nowego, spojrzeć na świat oczami drugiego człowieka. Czy to mało, aby zachęcić do usadowienia zgrabnych  lub mniej zgrabnych tyłków w wygodnych miejscach- i rozpoczęcia konstruktywnej konwersacji? Nie sądzę... Reszta jest milczeniem.