Poprzednio
rozpisaliśmy się o polsko-słowackim podróżowaniu z psem, a przecież lipiec był
równie owocny w zwiedzanie, tyle że nad Bałtykiem. Przecież jak lato to Bałtyk.
Chociaż na tydzień, no może dwa J . To nic, że czasem było niemożliwie gorąco (na
szczęście nie za długo) by później chłodno
i pochmurno (tak lubię) , a fala zalewała psie nosy i nasze podwinięte nogawki
spodni – i tak było fajnie, chociaż czasem zbyt „tłocznie”. Tym razem na wyjazd
nalegała połówka, osobiście nie mój klimat - bo drogo, bo pogoda niepewna, bo tłok
i do tego z psami to trochę słabo - pełnia sezonu sic ! No ile można?! Nie łudźmy się, to nie był wyjazd
krajoznawczy a celem był przede wszystkim chillout dla ludzi i ośmiu futrzastych
łap. Skoro decyzja została przegłosowana przez domowników oraz głośnym wow, wow (to zdrajcy J
) rozpoczęliśmy road trip od wschodniej części zachodniopomorskiego . Kołobrzeg jak Kołobrzeg
jedni go lubią inni nienawidzą. Osobiście dla mnie ciekawa jest historia samego
miasta i liczne tajemnicze wydarzenia jakie działy się tam w czasie II wojny
światowej i zaraz w okresie powojennym, istotnym pozytywem jest jeszcze fakt że
w samym mieście są plaże dla psów (Podczele i Radzikowo) oraz te dzikie, gdzie
możesz beztrosko wypoczywać ze swoimi pupilami. Wydawałoby się, że to taka psio-lubna
miejscowość, każdy kołobrzeski skwer jest przystosowany do wyprowadzania psów i
posiada „psi pakiet” ale nie ma miejsc doskonałych - do większości atrakcji
turystycznych (muzea, nawet te plenerowe, itp. ) obowiązuje zakaz wstępu z psem
(nie dotyczy tylko ogródków kawiarnianych ).
Miasto
należy do jednych z najbardziej popularnych i chociaż najczęściej kojarzony
jest z plażą, ośrodkami wypoczynkowymi i licznymi atrakcjami dla małych i
dużych wczasowiczów, ma też bardzo ciekawą historię. Ze względu na powojenną
przebudowę i obecną architekturę niewiele osób wie o tym, że kiedyś Kołobrzeg
pełnił funkcję miasta warownego z portem wojennym. Twierdza ma długą historię i
niejednokrotnie była wykorzystywana w działaniach militarnych, również w czasie
II Wojny Światowej w latach 1944 - 45. Pierwsze fortyfikacje zaczęto budować jeszcze
w średniowieczu. Jednak dopiero w XVII wieku zaczęły się prace rozbudowujące
twierdzę. Od 1627 roku Pomorze Zachodnie wraz z Kołobrzegiem stanowiło część
Cesarstwa Niemieckiego, wtedy też zaczęły się prace nad umocnieniami obronnymi
miasta. Później, gdy tereny te zdobyli Szwedzi, wybudowano wały ziemne i liczne
bastiony. Na przełomie XVII i XVIII wieku rozebrano niektóre ze
średniowiecznych pozostałości murów i wzniesiono nowe. Przy samym ujściu rzeki
Parsęty wybudowano port wojenny, a także stocznię. Sama twierdza Kołobrzeg była
oblężona dwukrotnie jeszcze w XVIII i XIX wieku. Pierwszy raz w 1758 roku w
czasie bitwy o Kołobrzeg w tracie wojny siedmioletniej między Cesarstwem
Rosyjskim a Królestwem Prus. Po tych wydarzeniach twierdza przeszła gruntowną
modernizację. Drugie oblężenie miało miejsce w 1807 roku, w czasie wojen
napoleońskich. Gdyby nie podpisanie pokoju w Tylży, prawdopodobnie nie
moglibyśmy podziwiać pozostałości po fortyfikacjach. W 1820 roku twierdzę w
Kołobrzegu uznano za fortyfikacje I Kategorii. To spowodowało przebudowanie
całej budowli i jej dodatkowe wzmocnienie. W XIX wieku Kołobrzeg stał się
również interesującym miejscem dla naukowców i lekarzy, którzy zwrócili uwagę
na jego mikroklimat sprzyjający leczeniu chorób. Zaczęto wtedy budować pierwsze
uzdrowiska, a miasto powoli przestawało pełnić funkcję centrum militarnego. Na
skutek tych zmian zlikwidowano twierdzę lądową i morską. Miasto przekształciło
się w uzdrowisko. Jednak wybuch II Wojny Światowej sprawił, że w 1944 roku,
obawiając się ataku wojsk radzieckich, przywrócono twierdzę (Festung Kolberg).
Już na sam koniec wojny, 4 marca 1945 roku rozpoczęła się ostatnia wielka bitwa
o Kołobrzeg, która trwała 2 tygodnie podczas której miasto zostało zniszczone w
95%. Dzisiaj obiekty twierdzy Kołobrzeg stanowią atrakcję turystyczną. Chociaż
część umocnień została zniszczona to możemy podziwiać ich ruiny, wciąż
zachowało się całkiem sporo zabudowań w dobrym stanie. Będąc w Kołobrzegu warto
obejrzeć elementy fortyfikacji z XVIII wieku, w tym m.in. Fort Ujście położony
na brzegu Parsęty, tuż przy ujścia do morza, gdzie znajduje się też latarnia
morska. Fort ten dostępny jest dla zwiedzających. Ważnym miejscem jest też
reduta Morast położona na cyplu Wyspy Solnej, gdzie obecnie mieści się
restauracja i amfiteatr, a wokół port jachtowy. Zachowały się też umocnienia z
XIX wieku, czyli Reduta Solna i Szaniec Kleista niestety w bardzo nieudolny
sposób przebudowany jeszcze w latach sześćdziesiątych ubiegłego wieku. Inne
umocnienia i budynki rozsiane są po całym Kołobrzegu - odbudowane i często
zaadaptowane do celów publicznych. Warto też wybrać się na wycieczkę po
okolicach Parsęty, gdzie znajdziemy pozostałości dawnego systemu stawideł. Tyle
pokrótce o samym Kołobrzegu, atrakcji jest tu naprawdę wiele, a historia bardzo
obszerna i do dnia dzisiejszego niektóre wątki zostały nie wyjaśnione, niestety
z roku na rok miasto jest coraz bardziej przebudowywane i nie zawsze wychodzi
to korzystnie dla zachowania starego uroku.
Wykorzystując aurę pogodową udajemy się dalej na zachód – cel Niechorze. Z historii
wiemy, że z początku swojego istnienia miejscowość podzielona była na dwie
części: wieś chłopską GroB- Horst (Duże Niechorze) i wieś rybacką Klein-Horst
(Małe Niechorze). Według dostępnych źródeł dowiadujemy się również, że najpierw
miejscowość funkcjonowała pod słowiańską nazwą Nansin, a od XIV w. jako Horst.
Jednak kroniki trzęsackiego pastora podają iż wieś mogła istnieć już około 1180
roku, kiedy to książę Kazimierz postanowił podarować zakonnikom z Lund jezioro
wraz z przyległymi do niego terenami by mogli tam otworzyć zakon. O Dużym
Niechorzu natomiast możemy się dowiedzieć z dokumentu z roku 1604, gdzie
opisano pożar który zniszczył zabudowania jednego z mieszkańców, członka rady
parafialnej niejakiego Przybysława. Małe Niechorze ograniczone było z jednej
strony kanałem a z drugiej strony ziemiami wchodzącymi w skład Dużego Niechorza
dlatego też nie mogło się rozrastać. W celu wybudowania szkoły Małe Niechorze w
1829 r. zmuszone było wydzierżawić od Dużego Niechorza ziemie. Wkrótce Małe
Niechorze znajdujące się nad samym morzem zaczęło być doceniane przez wzgląd na
niewątpliwe walory turystyczne. W 1868 roku zyskało miano kąpieliska, stając
się oficjalnie miejscowością wypoczynkową, bardzo chętnie odwiedzaną przez
rzesze turystów. Jego popularność wzrosła do tego stopnia że wczasowicze
zmuszeni byli szukać kwater w oddalonym nieco od morza Dużym Niechorzu. 1
kwietnia 1913 roku obydwie wsie zostały połączone i od tej pory funkcjonowały
jako Kąpielisko Niechorze. Obecnie Niechorze to jeden wielki jarmark tandety.
Po obu stronach, wzdłuż głównej ulicy kilometrami ciągną się stragany
zasłaniając piękną starą architekturę. Godna polecenia jest natomiast latarnia morska
w Niechorzu, określana jest mianem jednej z najpiękniejszych na polskim
wybrzeżu. Licząca 45 m budowla z czerwonej cegły wzniesiona na wysokim klifie,
góruje dumnie nad okolicą. Na wysokości 35,7 m ulokowano taras widokowy, z
którego roztacza się widok na okolicę w promieniu wielu kilometrów. Budowlę
ukończono w 1866 r. na mocy zarządzenia wydanego przez niemieckie Ministerstwo
Żeglugi z dnia 15 maja 1863 r. Światło latarni można dostrzec z odległości 20
mil morskich (37 km), dzieje się to za sprawą żarówki o mocy 1000W, której moc
jest 20-krotnie wzmacniana przez system pryzmatów.
Opuszczamy
Niechorze i ruszamy do Trzęsacza mijając zatłoczony i rozrywkowy Rewal. Od razu
powiem – to jest strzał w dziesiątkę - Trzęsacz jest niewątpliwie jedną z
najbardziej znanych miejscowości gminy Rewal. Powodem tej sławy jest niezwykły
zabytek- ruiny kościoła gotyckiego na pięknym wysokim klifie. Pierwsze wzmianki
o miejscowości jako wsi parafialnej pojawiły się w dokumentach z 1331 r.
Początkowo figurowała pod nazwami Hove, Thom Have, i Thom Hage oraz
najpopularniejszą i najdłużej funkcjonującą nazwą Hoff. Pierwszym właścicielem
wsi o którym wiemy na pewno był Heinrich von Knutt, zarządzający Trzęsaczem pod
koniec XV wieku. Następnie w 1594 r. jego właścicielem został Klaus von
Puttkammer. Najbardziej znamiennym dla historii miejscowości zarządcą był Jakob
von Flemming wywodzący się z rodu o dużych wpływach w środkowej i północnej
Europie.
Wiek
XVIII okazał się dla Trzęsacza okresem częstych zmian właścicieli, którzy
swoimi poczynaniami powoli doprowadzali ją do upadku. Szczęśliwie na początku
wieku XIX pojawił się Fryderyk Wilhelm von Elbe, który wraz z następującym po
nim synem Teodorem Ernestem przywrócili wsi dawną świetność. Praktycznie do
początku XX wieku Trzęsacz przechodził przez ręce kolejnych właścicieli: Karla
Eduarda Dumstreya, rotmistrza von Köller i jego syna Edgara. Na początku swego
istnienia Trzęsacz był miejscowością rolniczo- rybacką, co ciekawsze rybacy nie
łowili na morzu lecz na istniejącym jeszcze pod koniec XVIII wieku jeziorze.
Wieś zaczęła być postrzegana jako miejscowość o walorach turystycznych po II
wojnie światowej. Od tego czasu powoli powstawały tam kolejne obiekty turystyczne,
tym bardziej że zainteresowanie turystów historią ruiny kościoła na klifie
rosła. Na przełomie XX i XXI wieku rozrastał się gwałtownie, a na jego terenie
powstało wiele obiektów o wysokim standardzie. Obecnie miejscowość kojarzona
jest z wieloma istotnymi wydarzeniami na skalę ogólnopolską i europejską.
Starania Trzęsacza zostały docenione w 2010 roku kiedy to został odznaczony
certyfikatem „Zachodniopomorska Wieś Turystyczna”. W przeciwieństwie do
poprzednio wymienionych miejscowości panuje tu sielski klimat, spokój , cisza.
Widać architekturę z której można wyczytać jak wieś rozwijała się przez lata.
Piękna i nie „zagracona” jarmarkiem, tłumami miejscowość w której rzeczywiście
można wypocząć. Zdecydowanie możemy polecić jako doskonałe miejsce wypoczynku
dla podróżujących z psem. Niestety nasz czas sielanki dobiegał końca , jeszcze powrót
do Kołobrzegu przepakowanie i wracamy do domu.
Podsumowując,
w pełni sezonu turystycznego nad morzem to nie był wyjazd krajoznawczy. Chociaż
niewątpliwie kusił nas dłuższy road trip po malowniczych okolicach, większość dnia
spędzaliśmy na łażeniu po plażach bo problemem jest przeciskać się chodnikami z
dwoma psami przez zatłoczone chodniki. Może kiedyś spróbujemy pojechać dalej
wzdłuż pomorza, na wschód ale już
zdecydowanie poza sezonem.