.

.

piątek, 8 września 2017

Podróż na cztery nogi i osiem łap .... czyli road trip zachodniopomorskie ....

Poprzednio rozpisaliśmy się o polsko-słowackim podróżowaniu z psem, a przecież lipiec był równie owocny w zwiedzanie, tyle że nad Bałtykiem. Przecież jak lato to Bałtyk. Chociaż na tydzień, no może dwa J .  To nic, że czasem było niemożliwie gorąco (na szczęście nie za długo) by później  chłodno i pochmurno (tak lubię) , a fala zalewała psie nosy i nasze podwinięte nogawki spodni – i tak było fajnie, chociaż czasem zbyt „tłocznie”. Tym razem na wyjazd nalegała połówka, osobiście nie mój klimat - bo drogo, bo pogoda niepewna, bo tłok i do tego z psami to trochę słabo - pełnia sezonu sic ! No ile można?!  Nie łudźmy się, to nie był wyjazd krajoznawczy a celem był przede wszystkim chillout dla ludzi i ośmiu futrzastych łap. Skoro decyzja została przegłosowana przez domowników oraz  głośnym wow, wow (to zdrajcy J ) rozpoczęliśmy road trip od wschodniej części  zachodniopomorskiego . Kołobrzeg jak Kołobrzeg jedni go lubią inni nienawidzą. Osobiście dla mnie ciekawa jest historia samego miasta i liczne tajemnicze wydarzenia jakie działy się tam w czasie II wojny światowej i zaraz w okresie powojennym, istotnym pozytywem jest jeszcze fakt że w samym mieście są plaże dla psów (Podczele i Radzikowo) oraz te dzikie, gdzie możesz beztrosko wypoczywać ze swoimi pupilami. Wydawałoby się, że to taka psio-lubna miejscowość, każdy kołobrzeski skwer jest przystosowany do wyprowadzania psów i posiada „psi pakiet” ale nie ma miejsc doskonałych - do większości atrakcji turystycznych (muzea, nawet te plenerowe, itp. ) obowiązuje zakaz wstępu z psem (nie dotyczy tylko ogródków kawiarnianych ).  
Miasto należy do jednych z najbardziej popularnych i chociaż najczęściej kojarzony jest z plażą, ośrodkami wypoczynkowymi i licznymi atrakcjami dla małych i dużych wczasowiczów, ma też bardzo ciekawą historię. Ze względu na powojenną przebudowę i obecną architekturę niewiele osób wie o tym, że kiedyś Kołobrzeg pełnił funkcję miasta warownego z portem wojennym. Twierdza ma długą historię i niejednokrotnie była wykorzystywana w działaniach militarnych, również w czasie II Wojny Światowej w latach 1944 - 45. Pierwsze fortyfikacje zaczęto budować jeszcze w średniowieczu. Jednak dopiero w XVII wieku zaczęły się prace rozbudowujące twierdzę. Od 1627 roku Pomorze Zachodnie wraz z Kołobrzegiem stanowiło część Cesarstwa Niemieckiego, wtedy też zaczęły się prace nad umocnieniami obronnymi miasta. Później, gdy tereny te zdobyli Szwedzi, wybudowano wały ziemne i liczne bastiony. Na przełomie XVII i XVIII wieku rozebrano niektóre ze średniowiecznych pozostałości murów i wzniesiono nowe. Przy samym ujściu rzeki Parsęty wybudowano port wojenny, a także stocznię. Sama twierdza Kołobrzeg była oblężona dwukrotnie jeszcze w XVIII i XIX wieku. Pierwszy raz w 1758 roku w czasie bitwy o Kołobrzeg w tracie wojny siedmioletniej między Cesarstwem Rosyjskim a Królestwem Prus. Po tych wydarzeniach twierdza przeszła gruntowną modernizację. Drugie oblężenie miało miejsce w 1807 roku, w czasie wojen napoleońskich. Gdyby nie podpisanie pokoju w Tylży, prawdopodobnie nie moglibyśmy podziwiać pozostałości po fortyfikacjach. W 1820 roku twierdzę w Kołobrzegu uznano za fortyfikacje I Kategorii. To spowodowało przebudowanie całej budowli i jej dodatkowe wzmocnienie. W XIX wieku Kołobrzeg stał się również interesującym miejscem dla naukowców i lekarzy, którzy zwrócili uwagę na jego mikroklimat sprzyjający leczeniu chorób. Zaczęto wtedy budować pierwsze uzdrowiska, a miasto powoli przestawało pełnić funkcję centrum militarnego. Na skutek tych zmian zlikwidowano twierdzę lądową i morską. Miasto przekształciło się w uzdrowisko. Jednak wybuch II Wojny Światowej sprawił, że w 1944 roku, obawiając się ataku wojsk radzieckich, przywrócono twierdzę (Festung Kolberg). Już na sam koniec wojny, 4 marca 1945 roku rozpoczęła się ostatnia wielka bitwa o Kołobrzeg, która trwała 2 tygodnie podczas której miasto zostało zniszczone w 95%. Dzisiaj obiekty twierdzy Kołobrzeg stanowią atrakcję turystyczną. Chociaż część umocnień została zniszczona to możemy podziwiać ich ruiny, wciąż zachowało się całkiem sporo zabudowań w dobrym stanie. Będąc w Kołobrzegu warto obejrzeć elementy fortyfikacji z XVIII wieku, w tym m.in. Fort Ujście położony na brzegu Parsęty, tuż przy ujścia do morza, gdzie znajduje się też latarnia morska. Fort ten dostępny jest dla zwiedzających. Ważnym miejscem jest też reduta Morast położona na cyplu Wyspy Solnej, gdzie obecnie mieści się restauracja i amfiteatr, a wokół port jachtowy. Zachowały się też umocnienia z XIX wieku, czyli Reduta Solna i Szaniec Kleista niestety w bardzo nieudolny sposób przebudowany jeszcze w latach sześćdziesiątych ubiegłego wieku. Inne umocnienia i budynki rozsiane są po całym Kołobrzegu - odbudowane i często zaadaptowane do celów publicznych. Warto też wybrać się na wycieczkę po okolicach Parsęty, gdzie znajdziemy pozostałości dawnego systemu stawideł. Tyle pokrótce o samym Kołobrzegu, atrakcji jest tu naprawdę wiele, a historia bardzo obszerna i do dnia dzisiejszego niektóre wątki zostały nie wyjaśnione, niestety z roku na rok miasto jest coraz bardziej przebudowywane i nie zawsze wychodzi to korzystnie dla zachowania starego uroku.
Wykorzystując aurę pogodową udajemy się dalej na zachód – cel Niechorze. Z historii wiemy, że z początku swojego istnienia miejscowość podzielona była na dwie części: wieś chłopską GroB- Horst (Duże Niechorze) i wieś rybacką Klein-Horst (Małe Niechorze). Według dostępnych źródeł dowiadujemy się również, że najpierw miejscowość funkcjonowała pod słowiańską nazwą Nansin, a od XIV w. jako Horst. Jednak kroniki trzęsackiego pastora podają iż wieś mogła istnieć już około 1180 roku, kiedy to książę Kazimierz postanowił podarować zakonnikom z Lund jezioro wraz z przyległymi do niego terenami by mogli tam otworzyć zakon. O Dużym Niechorzu natomiast możemy się dowiedzieć z dokumentu z roku 1604, gdzie opisano pożar który zniszczył zabudowania jednego z mieszkańców, członka rady parafialnej niejakiego Przybysława. Małe Niechorze ograniczone było z jednej strony kanałem a z drugiej strony ziemiami wchodzącymi w skład Dużego Niechorza dlatego też nie mogło się rozrastać. W celu wybudowania szkoły Małe Niechorze w 1829 r. zmuszone było wydzierżawić od Dużego Niechorza ziemie. Wkrótce Małe Niechorze znajdujące się nad samym morzem zaczęło być doceniane przez wzgląd na niewątpliwe walory turystyczne. W 1868 roku zyskało miano kąpieliska, stając się oficjalnie miejscowością wypoczynkową, bardzo chętnie odwiedzaną przez rzesze turystów. Jego popularność wzrosła do tego stopnia że wczasowicze zmuszeni byli szukać kwater w oddalonym nieco od morza Dużym Niechorzu. 1 kwietnia 1913 roku obydwie wsie zostały połączone i od tej pory funkcjonowały jako Kąpielisko Niechorze. Obecnie Niechorze to jeden wielki jarmark tandety. Po obu stronach, wzdłuż głównej ulicy kilometrami ciągną się stragany zasłaniając piękną starą architekturę. Godna polecenia jest natomiast latarnia morska w Niechorzu, określana jest mianem jednej z najpiękniejszych na polskim wybrzeżu. Licząca 45 m budowla z czerwonej cegły wzniesiona na wysokim klifie, góruje dumnie nad okolicą. Na wysokości 35,7 m ulokowano taras widokowy, z którego roztacza się widok na okolicę w promieniu wielu kilometrów. Budowlę ukończono w 1866 r. na mocy zarządzenia wydanego przez niemieckie Ministerstwo Żeglugi z dnia 15 maja 1863 r. Światło latarni można dostrzec z odległości 20 mil morskich (37 km), dzieje się to za sprawą żarówki o mocy 1000W, której moc jest 20-krotnie wzmacniana przez system pryzmatów.  
Opuszczamy Niechorze i ruszamy do Trzęsacza mijając zatłoczony i rozrywkowy Rewal. Od razu powiem – to jest strzał w dziesiątkę - Trzęsacz jest niewątpliwie jedną z najbardziej znanych miejscowości gminy Rewal. Powodem tej sławy jest niezwykły zabytek- ruiny kościoła gotyckiego na pięknym wysokim klifie. Pierwsze wzmianki o miejscowości jako wsi parafialnej pojawiły się w dokumentach z 1331 r. Początkowo figurowała pod nazwami Hove, Thom Have, i Thom Hage oraz najpopularniejszą i najdłużej funkcjonującą nazwą Hoff. Pierwszym właścicielem wsi o którym wiemy na pewno był Heinrich von Knutt, zarządzający Trzęsaczem pod koniec XV wieku. Następnie w 1594 r. jego właścicielem został Klaus von Puttkammer. Najbardziej znamiennym dla historii miejscowości zarządcą był Jakob von Flemming wywodzący się z rodu o dużych wpływach w środkowej i północnej Europie.
Wiek XVIII okazał się dla Trzęsacza okresem częstych zmian właścicieli, którzy swoimi poczynaniami powoli doprowadzali ją do upadku. Szczęśliwie na początku wieku XIX pojawił się Fryderyk Wilhelm von Elbe, który wraz z następującym po nim synem Teodorem Ernestem przywrócili wsi dawną świetność. Praktycznie do początku XX wieku Trzęsacz przechodził przez ręce kolejnych właścicieli: Karla Eduarda Dumstreya, rotmistrza von Köller i jego syna Edgara. Na początku swego istnienia Trzęsacz był miejscowością rolniczo- rybacką, co ciekawsze rybacy nie łowili na morzu lecz na istniejącym jeszcze pod koniec XVIII wieku jeziorze. Wieś zaczęła być postrzegana jako miejscowość o walorach turystycznych po II wojnie światowej. Od tego czasu powoli powstawały tam kolejne obiekty turystyczne, tym bardziej że zainteresowanie turystów historią ruiny kościoła na klifie rosła. Na przełomie XX i XXI wieku rozrastał się gwałtownie, a na jego terenie powstało wiele obiektów o wysokim standardzie. Obecnie miejscowość kojarzona jest z wieloma istotnymi wydarzeniami na skalę ogólnopolską i europejską. Starania Trzęsacza zostały docenione w 2010 roku kiedy to został odznaczony certyfikatem „Zachodniopomorska Wieś Turystyczna”. W przeciwieństwie do poprzednio wymienionych miejscowości panuje tu sielski klimat, spokój , cisza. Widać architekturę z której można wyczytać jak wieś rozwijała się przez lata. Piękna i nie „zagracona” jarmarkiem, tłumami miejscowość w której rzeczywiście można wypocząć. Zdecydowanie możemy polecić jako doskonałe miejsce wypoczynku dla podróżujących z psem. Niestety nasz czas sielanki dobiegał końca , jeszcze powrót do Kołobrzegu przepakowanie i wracamy do domu.

Podsumowując, w pełni sezonu turystycznego nad morzem to nie był wyjazd krajoznawczy. Chociaż niewątpliwie kusił nas dłuższy road trip po malowniczych okolicach, większość dnia spędzaliśmy na łażeniu po plażach bo problemem jest przeciskać się chodnikami z dwoma psami przez zatłoczone chodniki. Może kiedyś spróbujemy pojechać dalej wzdłuż pomorza, na wschód  ale już zdecydowanie poza sezonem.