Kiedyś
bywało lepiej, wśród rodziny, kultywując stare tradycje i obyczaje…..
Niestety,
zbyt bardzo co niektórzy zasmakowali celebrowanie świąt na sposób zachodni.
Szkoda, że zapominamy o prawdziwych tradycjach, które mogą być równie (o ile
nie bardziej) magiczne i niepowtarzalne, bo nasze, polskie, rodzinne.
Jeszcze
nasi dziadkowie i pradziadkowie zupełnie inaczej obchodzili Boże Narodzenie.
Uwaga skupiona była przede wszystkim na ich sakralnym charakterze, o którym nie
można zapominać – jest przecież istotą świąt. Boże Narodzenie jest obok
Wielkanocy jednym z najważniejszych świąt kościelnych. Zostało ustanowione
przez chrześcijan w IV wieku w opozycji do pogańskiego, rzymskiego święta Narodzin Niezwyciężonego Słońca, które
z kolei czerpało z perskich tradycji czczenia tego dnia boga słońca – Mitry.
Grudzień w Rzymie obfitował w tego typu święta. Najważniejsze z nich to
Saturnalia oraz przypadające na 23 grudnia święto zmarłych. Elementy tradycji
pogańskich, słowiańskich oraz chrześcijańskich uległy przemieszaniu, z którego
wyłoniło się wiele zwyczajów kultywowanych przez wieki na terenach
Rzeczpospolitej. Uroczystości świąteczne, do których przykłada się niesamowitą
wagę, rozpoczynają się w Polsce już 24 grudnia. W innych krajach bardziej
uroczyste obchody przypadają na dzień Bożego Narodzenia.
Nazwa
Wigilia pochodzi od łacińskiego słowa vigiliare – czuwać oraz vigilia –
czuwanie i nawiązuje do oczekiwania na
narodziny Jezusa. Jako że jest to najdłuższa noc w roku, przodkowie
przypisywali jej szczególne znaczenie. W dzień Wigilii mogło zdarzyć się
wszystko. Mimo śniegu zakwitały rośliny, zwierzęta mówiły ludzkim głosem, woda
w studiach zamieniała się w wino, a każdy sygnał przesyłany przez naturę
człowiekowi był dla niego wróżbą na nadchodzący rok. Wigilijny poranek na
polskiej wsi zaczynał się bardzo wcześnie. Każda gospodyni i każdy domownik
wykonywali ostatnie przygotowania do uroczystej kolacji, gdyż po wzejściu
pierwszej tej nocy gwiazdy nie wolno było wykonywać żadnej pracy. Do domu
znoszono więc zapas drewna na opał oraz wody pitnej, a zwierzętom
przygotowywano paszę na cały okres świąt. Do domu przynoszono również
podłaźniczki, choinki z uciętym wierzchołkiem. Drzewka ubierano w kolorowe
ozdoby w kształcie gwiazd lub zrobione z
opłatka (świat) drucików, ciastek. Popularne były zarówno jabłka jak i orzechy.
Warto wspomnieć, że gwiazdy i światy to oryginalne polskie ozdoby, znane
jedynie w naszym kraju. Tak ozdobiony
stroik chroniący domowników przed złymi mocami zawisał w pomieszczeniu, w
którym miała odbyć się uroczysta kolacja wigilijna. Zwyczaj ten został wyparty
ok. XIX wieku przez klasyczną, znaną nam dziś choinkę. Symbolizuję ona nadzieję
oraz drzewo poznania dobra i zła. Ozdoby, którymi stroimy drzewko także mają
przypisane symboliczne znaczenia. Gwiazda na czubku choinki to gwiazda
betlejemska, łańcuchy okalające ją to z kolei wąż – kusiciel, a od czasów
zaborów jednocześnie symbol zniewolenia narodu. Z biblijnym Edenem kojarzyła
się nie tylko choinka, ale również sama wigilijna noc. Dzień przyjścia na świat
Chrystusa utożsamiany był z pierwszym dniem, bliskim tym, które Adam i Ewa
wiedli w raju.
Świat
na tę jedna noc zastygał w niewyobrażalnej harmonii i radości. Zanikały różnice
pomiędzy życiem, a śmiercią, człowiekiem, a zwierzęciem. W Wigilię każdy był
równy sobie. Parobkom kończyły się umowy ze swoimi panami i mogli ten jeden raz
usiąść jak równy z równym przy jednym stole.
Specjalne przywileje dostawali nie tylko żywi, ale i zmarli. Wiara, że w
dzień Wigilii zmarli powracają na ziemię
wywodzi się z pogańskich wierzeń Słowian, którzy święta na cześć zmarłych
obchodzili cztery razy do roku. Najbardziej uroczyste przypadało właśnie 24
grudnia. Do obrządku owego święta należała m.in. stypa na cześć zmarłych,
przypominająca naszą uroczysta kolację. Dobór obrzędowych potraw i zwyczajów
wigilijnych wyraźnie świadczy, że korzenie tej wieczerzy sięgają czasów
prasłowiańskich. W nawiązaniu do tych tradycji w polskich domach przez cały
dzień i noc stale utrzymywany był ogień na paleniskach aby bliscy, którzy
pożegnali się już z ziemskim życiem, mogli się ogrzać. Ściśle przestrzegano
zakazu szycia, rąbania drewna, tkania, zamiatania w kierunku drzwi by nie
przepędzić, przyszyć lub narazić na uszkodzenie przybyłą duszę. Uważać należało
nawet przy siadaniu – zanim zajęło się swoje miejsce, trzeba było na nie
dmuchnąć, by nie usiąść na niezwykłym gościu. Znana do dziś tradycja
pozostawiania pustego nakrycia przy stole pierwotnie odnosiła się właśnie do
zmarłych, dla których było ono przygotowane. Dopiero w czasach wojny, gdy wielu
bliskich nie wracało do domu na święta, w nadziei, że jeszcze żyją i
niespodziewanie powrócą, zostawiano jedno puste nakrycie. Dla gości z zaświatów
pozostawiano nie tylko miejsce przy stole, ale i jedzenie: na kresach gospodarz
przed rozpoczęciem wieczerzy wylewał na stół odrobinę gorzałki po czy oddawał
kieliszek kolejnej osobie. Gdy rytuału dopełnił każdy z gości, gospodarz, a
zaraz po nim goście, brali po kawałku każdej potrawy i kładli przed sobą jako
strawę dla zmarłych. A po skończonej kolacji nie sprzątano łyżek wierząc w to,
że duchy liżą łyżki. Niedopełnienie tego dnia rytuałów i niedbalstwo względem
dusz mogło sprowadzić na dom nieszczęście, dlatego jeszcze do niedawna w
niektórych rejonach Polski wiara w połączenie tej nocy świata realnego z
metafizycznym funkcjonowała jak każda
inna tradycja.
Kwestia
potraw i zwyczajów kulinarnych w wigilijną noc jest szczególnie ważna. Do
momentu wspólnej wieczerzy domowników obowiązywał ścisły post, który ulegał
złagodzeniu wraz z rozpoczęciem wieczerzy. Wśród wigilijnych potraw nie mogło
być mięsa (od tego przykazania odstępowali zwykle bogaci szlachcice, którzy
podawali np. potrawy z ogona bobra, tłumacząc, że jest on przez cały czas w
wodzie i niewiele różni się od ryby), posiłki przede wszystkim przyrządzone
były z pożywienia, które dostarczyła natura. I tak np. nad wszelkiego rodzaju
wodami dominowały dania rybne. Popularne były również bakalie, miód, groch, dania
mączne, kasza, kapusta, kluski, pierogi, zupy: migdałowa, barszcz, żurek,
łamańce z makiem, pierniki, kisiel owsiany, grzyby, kutia – symbol jedności
żywych i umarłych. Wszystko oczywiście gotowane było na tradycyjnym oleju
lnianym (obecnie, szczególnie przed świętami, jest on bardzo łatwo dostępny).
Sama
wieczerza miała swój ustalony harmonogram i niezmienny, uroczysty charakter.
Zaraz po zapadnięciu zmroku i pojawieniu się pierwszej gwiazdy domownicy
zbierali się przy świątecznym stole, by wysłuchać Ewangelii wg św. Łukasza
czytanej przez najstarszego z rodziny. Później ta sama osoba rozpoczynała
dzielenie się opłatkiem. Ta piękna tradycja pochodzi prawdopodobnie od zwyczaju eulogiów, czyli obdarowywania się chlebem
nieofiarnym przez pierwszych chrześcijan. Samą wieczerze wigilijną słusznie
można też nazwać przypomnieniem dawnej agape – uczty pierwszych chrześcijan na
pamiątkę Wieczerzy Pańskiej.4 Ów prastary zwyczaj dzielenia się opłatkiem jest
szczególnie ważny dla Polek i Polaków, ponieważ kultywowany jest jedynie w
naszym kraju! Po dopełnieniu tych obrzędów można było zasiąść do stołu.
Atmosfera panująca od tej chwili pełna była skupienia i spokoju. By w domu
przez kolejny rok nie dochodziło do kłótni, należało zachować milczenie i
wystrzegać się łakomstwa – upuszczona w pośpiechu łyżka mogła zwiastować rychłą
śmierć. W trakcie posiłku zabronione było opuszczanie swojego miejsca. To
również mogło wróżyć opuszczeniem doczesnego świata w boze narodzenieprzeciągu
roku. W drodze wyjątku od wieczerzy mogła
odejść jedynie gospodyni. Z wigilijnym stołem niezmiennie kojarzone były także
pewne szczególne liczby. Zasiadać do niego musiała parzysta liczba osób, w przeciwnym razie
istniało zagrożenie, że w ciągu roku umrze jeden z biesiadników. Prawdziwą
trwogę wzbudzała myśl o tym, iż przy stole mogło znaleźć się ich trzynastu i
powtórzona zostałaby sytuacja z Ostatniej Wieczerzy, gdzie Jezus zasiadał z
dwunastoma apostołami. Jeśli już taka sytuacja miała miejsce, zapraszano na
kolację służbę lub żebraków, by nie sprowadzić na siebie nieszczęścia. Znacząca
okazuję się nawet liczba potraw! Sześć, siedem, dziewięć, jedenaście, dwanaście
– w zależności od rejonu i pozycji społecznej, jeden z powyższych wariantów
gościł na świątecznym stole. W biednych domach było ich mniej, w magnackich
dużo, a niekiedy do standardowej liczby dań dodawano jeszcze dwanaście
kolejnych stanowiącym wszelkiego rodzaju wariacje kulinarne na temat ryby. Obok
jedzenia wyróżnić można i tradycyjne napoje. Znany nam kompot z suszonych owoców
podawany był zwykle dzieciom. Dorośli za prawdziwie świąteczny trunek uważali…
piwo i wódkę. W zamożnych domostwach pito również wino.
Wraz
z końcem posiłku atmosfera ulegała rozluźnieniu, ale nadal przepełniona była
magią. Dziewczęta wyciągały spod obrusa źdźbła siana. Zielone oznaczało szybki
ślub, zwiędłe - oczekiwanie na zamążpójście, a żółte śmierć w staropanieństwie.
Rychły ślub wywróżyć można było nawet z ziarenek kutii - wystarczyło podrzucić
odrobinę w górę i obserwować, czy
przyklejają się do sufitu. Świątecznie mogli poczuć się także
mieszczańscy stodół i obór. Tej nocy pozostałe jedzenie zmieszane z opłatkiem
stanowiło dla nich podziękowanie za pracę, jaką wykonują dla ludzi w ciągu
całego roku. Wigilijny wieczór kończył się pasterką. Dla wszystkich rozpoczynał
się czas radosnego świętowania. Współczesne święta naznaczone są nieco
nostalgicznym klimatem, skłaniającym do refleksji. Jednoczą rodzinę, wyzwalają
wiele emocji, dostarczają wzruszeń; w niczym nie przypominają świąt sprzed lat.
Na Polskiej wsi późna grudniowa noc, zaraz po kolacji rozkwitała feerią barw i
dźwięków. Zewsząd rozlegał się wszelkiego rodzaju hałas o obrzędowym
charakterze – ugoszczone dusze należało wypędzić do ich własnego świata.
Odziani w pstrokate stroje kolędnicy radośnie wyśpiewywali kolędy i pastorałki.
Piwo wypite podczas świątecznej kolacji uderzało do głowy i nawet księża
przymykali oko na kawalarzy, którzy w czasie mszy zszywali ze sobą sukienki
kobiet.
Jeszcze
wiele można by powiedzieć o polskim celebrowaniu świąt. Z bezliku przesądów i
obrzędów trudno jest wybrać te najciekawsze, ale zanim na dobre zamkniemy
wigilijną tematykę, warto wymienić jeszcze kilka zwyczajów. Co zrobić by w domu
cały rok gościło zdrowie? Należy przypilnować, by o poranku do domu pierwszy
wszedł mężczyzna, nie kobieta, bo jej przyjście wróży choroby. By w domu zawsze
był chleb, stół, na którym spożywana będzie wigilijna kolacja, musi być
przewiązany łańcuchem. Wiele znaków wyczytać da się z nieba. Pochmurne wróży
szybki ślub pannom starym i bogatym, natomiast jasne – młodym i biednym. W
pamięci należy mieć również zakaz pożyczania tego dnia czegokolwiek, jeśli w
domu przez kolejny rok ma panować dostatek. Zamiast pożyczać, należy coś ukraść
– oczywiście dla żartu. Dzięki temu zapewniamy sobie szczęście w przyszłym
roku. Chcąc zachować sprawność fizyczną z samego rano powinno umyć się w zimnej
wodzie. Jak natomiast zadbać o urodzaj
przez cały rok? – rozstawiając po rogach izby snopki siana. Swoje przeszłe losy
można wywróżyć nawet z własnego cienia, ale tylko tego, który powstaje na
ścianie w trakcie wieczerzy. Ostry i dobrze widoczny cień oznacza długie życie,
zamazany – komplikacje, cień niemal niedostrzegalny – choroby, a nawet śmierć.
Przyszłość przepowiadały także zwierzęta – bo jak głosi stare porzekadło, w
Wigilię nawet one przemawiają ludzkim głosem. Jednak tylko śmiałkowie zdolni
byli do podsłuchiwania zwierzęcych rozmów, gdyż często dotyczyły one losów
gospodarzy, czasem i tych tragicznych.
Jedno jest pewne, 24 grudnia, obserwując otaczający nas świat i magiczne
znaki, zawsze należy pamiętać stare Polskie przysłowie: jaka Wigilia, taki cały
rok.
Wiele
mroźnych zim upłynęło od czasów, gdy w polskich domach gościły owe piękne
zwyczaje. Zapewne większości z nich nigdy nie uda się przywrócić do
tradycyjnego świątecznego obrządku, bo nikt z nas nie ma już czasu, nawet w
święta, wycinać kolorowych ozdób z papieru, wróżyć z siana, obserwować niebo…
Dlatego dbajmy o to, by przynajmniej cześć obyczajowości świątecznej nie
umarła, ponieważ nic tak jednoczy jak wspólna tradycja. Dzięki niej naród może
zachować swoją tożsamość nawet w czasach, w których ciężko jest mówić o
indywidualności. Tradycje świąteczne są niewyczerpanym źródłem informacji o
naszych przodkach, ale nie tylko. Mogą one stanowić doskonałą inspirację do
uczynienia świąt naprawdę magicznymi - bez potrzeby włączania telewizora.
Wystarczy spróbować. Bo kto wie, może zimowe niebo lub źdźbła siana spod obrusa
wywróżą nam coś zaskakującego?

