Czas pandemii , „przymusowej” izolacji i doskwierającej „nudy” z racji zakazu przemieszczania się do innych aglomeracji przyczyniły się do poszukiwań szeroko rozumianej kultury w najbliższym otoczeniu. Nie mówię tu oczywiście o literaturze która w obecnym czasie w księgarniach internetowych była dostępna po bardzo promocyjnych cenach (przyznaję, nie kupuję lokalnie bo ceny wielokrotnie przewyższają średnią wartość rynkową). Po przeszukaniu dosłownie kilku żenujących ofert (były też wyjątki) które z racji obostrzeń zostały odwołane przejrzeliśmy również propozycje archiwalne i zdaliśmy sobie sprawę, że w najbliższym otoczeniu dzieje się … nic. Podążając dalej przyszła nam myśl że może to jednak celowy zabieg, aby odbiorcy nie sięgali ponad swój poziom do którego szufladkuje go lokalna władza ? Znamy osoby które potrafią dodać dwa do dwóch i doskonale wiedzą, że bardziej opłaca się pojechać do teatru na sztukę której być może nie do końca rozumieją, niż przesiedzieć dwa razy dłużej w pobliskim kinie na mniej ambitnych projekcjach (jeśli to film polski, to mamy nawet tych samych aktorów ). Zauważa się czasem zrywy w celu poprawienia repertuaru ale zdecydowanie zbyt rzadko. Od kilku lat jesteśmy wprost bombardowani wszelkimi raportami na temat niskiej świadomości kulturowej w społeczeństwie. Kiedy już państwo przestało szczuć wszystkich na „knowającą inteligencję”, nagle okazało się, że mimo obowiązku powszechnego szkolnictwa tylko niewielki procent ludzi spełnia tak naprawdę wymogi wykształconego obywatela. Z góry odcinam się od dywagacji jak taki ideał miałby właściwie wyglądać, ale podstawowa wiedza ogólna to zawsze jakieś fundamenty pozwalające dokonywać analizy i selekcji nabywanych informacji, a w razie potrzeby uzupełnić braki (przynajmniej te podstawowe) Niewiarygodne artykuły na temat analfabetyzmu, poziomu czytelnictwa, a w końcu ogólnego stanu świadomości Polaków przewijają się raz po raz w mediach konkurując jedynie z aferami rządowymi i wyrastającymi jak grzyby po deszczu programami typu „rolnik szuka domu”. Z takiej sytuacji niezadowoleni są wszyscy zainteresowani: twórcy, mecenasi, czy sami odbiorcy którzy nagle zostają potraktowani niczym zamknięta elita.
Procesom
eufemistycznie nazwanym „zubożenia intelektualnego” równolegle towarzyszy łatwość
manipulacji, pauperyzacja społeczeństwa, nożyce cenowe, kryzys lub inne
inteligentne ekonomiczne terminy powodując w praktyce coraz mniejsze kwoty
jakie przeciętny zjadacz chleba jest w stanie przeznaczyć na swój rozwój
duchowy i intelektualny nie rezygnując tym samym z obiadu. Oczywiście mówi się
że popyt kształtuje podaż, ale w tak dużym stosunkowo mieście to właśnie tej
podaży jest jak na lekarstwo znamy małopolską wieś która miesięcznie oferuje
więcej niż przez cały rok miasto.
Co gorsza,
nawet najbardziej optymistyczna wizja przyszłości bo z takich znani są nasi
politycy nie zakłada poprawy sytuacji. Co najwyżej względnej jej stabilizacji.
Coraz ważniejsza staje się minimalizacja kosztów, w najlepszym razie rozwija
się wszelakie piractwo, oczywiście powodując dalszą degradację
"kapitalistycznej kultury". Czy można coś na to poradzić? Z pewnością
można spróbować.