Jak znaleźć spokój w dzisiejszych czasach? W memencie gdy masz dostęp do informacji o tym co się dzieje na świecie. Głód, nędza, naturalne kataklizmy, zatruwanie środowiska, korupcja , wojna , terror, wojna, terror... gdzie jest klucz do szczęścia , gdy jesteś świadomy ze przez własny konformizm, apatie i ignorancje jest wielki „dysbalans” w społeczeństwie i naturze? W naszym kraju nie jest łatwo, wszyscy o tym wiemy. Dlatego uciekamy na zachód, staramy się zdobywać niezbędne kwalifikacje, edukujemy się , wszystko po to żeby się odbić od dna najniższej krajowej. Chcemy żyć w lepszych standardach, nie martwiąc się o rachunki z miesiąca na miesiąc, podwyżkę cen żywności i paliwa. W skrócie "zyc normalnie". Ale czy do końca jesteśmy świadomi ze nasze poczucie "normalności" jest tak naprawdę trafne i uniwersalne? Ludzie jako homo sapiens mają dokładnie te same fundamentalne potrzeby: pożywienie , schronienie i cos co okrywało by nasze ciała przed chłodem. Tylko tyle...A niektórzy nie maja nawet tego, smutne. Smutniejszy fakt jest taki ze liczba osób bez dachu nad głową i regularnego posiłku wzrasta. Lubimy współczesne trendy i wybór w tym co lubimy, a czego nie. Idziemy zawsze tam gdzie myślimy ze jest nam najlepiej, po osobiste szczęście. Nawet kosztem innego uczestnika wyścigu szczurów...taki system sami sobie wybraliśmy - kapitalizm. Wielu ludzi uważa ze kapitalizm to jedyny system motywujący do rozwoju społecznego i osobistego. Dla mnie to porostu wymysł ludzi chciwych, niepoprawnych ekonomistów. A gdzie się podziała do tego wszystkiego alternatywa ?! Dlaczego nie możemy spojrzeć na świat i rzeczywistość z perspektywy globalnej, a nie tylko z własnej (egocentrycznej) perspektywy "płaskiej ziemi". W czasach internetu każdy ma dostęp do wiedzy , dlatego nasze pokolenie ma na barkach cos więcej niż pokolenie "oglądaczy telewizji". Internet jest interaktywny, prowadzisz dialog z resztą użytkowników dookoła świata. Możesz poznawać ludzi i komunikować się z nimi globalnie, mieć relacje z ważnych wydarzeń od osób ci zaufanych. Nie możesz już winić mediów, skoro sam się możesz nimi stać. Za cenę prawdy i wlanej satysfakcji pomocy w informowaniu twojej globalnej rodziny. Często czytam komentarze ludzi na polskich portalach informacyjnych i musze powiedzieć ze większość ludzi myśli w podobny sposób i tak samo nie może pogodzić się z tą smutna rzeczywistością ustalaną przez polityków , przywódców religijnych i głupich ludzi dających się sobą manipulować. Sami z siebie żartujemy ze jesteśmy narodem który "lubi narzekać", ale czy po prostu mamy do siebie ukryty dystans i podświadomie wiemy ze "źle się *urwa dzieje!". Ciężko nam jest ukryć ogólne niezadowolenie. Więc marudzimy i cieszy mnie to. Powinniśmy krytykować i wytykać błędy innych, być świadomi wlanej narodowej(i osobistej)niedoskonałości. Powinniśmy w końcu wybaczyć Ruskom i Niemcom, zawrzeć pokój z samym sobą. Wyluzować z faktem ze nie jesteśmy dobrzy w piłce nożnej, nie można być w końcu dobrym we wszystkim... Paranoją jest że dla niektórych football to religia. Miliony ludzi ogląda mecz wspierając jedną drużynę nie widząc że wspierają kogoś , kto nie potrzebuje wsparcia tak naprawdę(oni naprawdę dobrze zarabiają grając w piłkę). Ale co mogę powiedzieć skoro ja tego nie rozumiem? Odskocznia od szarej rzeczywistości jest potrzebna dla dobrego samopoczucia bardziej niż przygnebiające wiadomości. Czy ucieczka od prawdy da ci spokój? "im mniej wiesz tym lepiej spisz" ktoś powiedział. Czy może po prostu powinniśmy zacząć zmieniać nasza rzeczywistość zaczynając od samych siebie? Edukować zamiast indoktrynować. Uczyć kreatywnego myślenia. Przestać się bać samych siebie .Wspierać się wzajemnie , zadeklarować pokrewieństwo międzynarodowe i niezależność od żadnej instytucji. Budzić się każdego dnia świadomym ze tam na zewnątrz jest moja rodzina na którą zawsze mogę liczyć. Nie bać się nocą przejść przez ciemną uliczkę. Móc się uśmiechnąć do obcej osoby bez podejrzeń o "pedalstwo" czy złe intencje. Powinniśmy zastanowić się , czy to naprawdę wszystko na co nas stać?! Czy po prostu nie chcemy się zmienić, bo jest nam wygodnie i (jeszcze) nie jest aż tak źle.
