Mimo, iż każdy z nas przeżywa własne życie na swój sposób, łączy te istnienia jeden wspólny cel: poszukujemy szczęścia. I chociaż co piąty czy szósty miałby problem z jego definicją, to na pytanie czy kiedykolwiek był szczęśliwy, odpowiada potwierdzająco. Ciężko byłoby nam chyba nawet nakreślić właściwą definicję tego stanu. Pani powie, że szczęście to zdany egzamin na prawo jazdy, zaraz po tym jak obleje po raz czwarty. Pan spod siódemki przyrówna szczęście do wygranej w Lotka, a dla starszej pani Kowalikowej z mięsnego szczęściem będzie spotkanie z mieszkającą w Chicago córką. Wymieniać dalej nie trzeba, bo byłoby tu tego tyle, ile nas wszystkich na tym świecie.
O szczęściu pisano dawno i pisze się dziś. Przetwarza się powszechnie znane prawdy drukując je tym razem na białym papierze, zapisując kodem HTML lub wystukując klawiszami w komórce. Sens zostaje ten sam, zmieniamy tylko formę. Półki księgarni uginają się pod ciężarem literatury podejmującej ten trudny poniekąd temat. Szczęście – 18 tajemnic, dzięki którym unikniesz frustracji. Podręczny samouczek życia radosnego; Szczęście we dwoje –witaminy dla małżonków i tych wszystkich, którzy wspólnie idą przez życie; Feng shui – czyli sposób na szczęście... Takich i podobnych tytułów jest coraz więcej. Wygląda na to, że coraz więcej osób czuje się pewnymi w tym temacie i chcą o nim otwarcie mówić. Tylko czy na pewno to, co mówią, ma swoje odzwierciedlenie w naszym życiu. Czy nie jest tak, że sami wiemy kiedy czujemy satysfakcję i radość a kiedy niezadowolenie? I w tym miejscu żadne poradniki tudzież przewodniki się nie przydadzą.
Tyle razy męczyli nas w szkole motywem szczęścia w literaturze. Dramaty Szekspira, komedie Moliera, wiersze Szymborskiej, proza Woltera... Do tego ostatniego wrócę na chwilę. Kandyd – Czytając tę filozoficzną powiastkę, niejednokrotnie pojawia się w naszych głowach pytanie: Jaki sens i cel miało stworzenie tekstu budowanego wbrew wszelkim regułom prawdopodobieństwa? Dlaczego losy bohatera są tak absurdalne? Brniemy jednak dalej mimo oporności tekstu aż do miejsca, w którym odpowiedź na pytanie o celowość istnienia bohatera jest prosta. Kandyd żyje, aby ciągle poszukiwać szczęścia i w końcu je odnaleźć, pomimo nieszczęść, które go spotykają. Wiele dróg prowadzących do szczęścia budowanych jest przez mądrość i Kandyd, jako postać ukrywająca w sobie pokłady treści filozoficznych, dochodzi do tych prawd. Żyje po to, aby wyjść z całej tej przypadkowości dzięki swemu rozumowi, jednocześnie uświadamiając sobie, że ta mądrość i umiejętność sięgania po szczęście bierze się z sumy jego przypadków i doświadczeń. Dlatego też w trakcie lektury zastanawiam się, czy warto dalej tworzyć te niewiele znaczące porady dla nieszczęśliwych. W coraz to nowszych, bardziej kolorowych wydaniach z fotografiami i twardymi okładkami. Przecież wystarczy sięgnąć do wcześniejszych pozycji literackich, by dokładniej (często zadając sobie więcej wysiłku w odczytaniu przekazu – to lubię) zrozumieć problematykę podejmowanego tematu.
Motyw wędrówki w utworze staje się jedynie przenośnią. Wcale nie musimy docierać na koniec Świata aby znaleźć omawiany stan euforii. Zazwyczaj szukamy zbyt daleko, zbyt wysoko i za głęboko, czyli wszędzie tam, gdzie nas nie ma. A czasami wystarczy rozejrzeć się wokół by je zauważyć. Może siedzi na półce opierając się o grzbiety książek, wesoło machając nogami i puszczając zawadiacko oko. Wystarczy tylko się rozejrzeć .
