Odkąd aparat fotograficzny stał się urządzeniem w miarę mobilnym, obserwować można rzesze zapaleńców w plenerach gorączkowo poszukujących kadru idealnego. Szczególnie w ostatnich latach, w dobie minimalistycznych japońskich cudeniek wielkości pudełka od zapałek i kontrastujących z nimi, monstrualnej wielkości teleobiektywów używanych przede wszystkim przez dobrze opłacanych paparazzi, fotografia nabrała cech dynamicznej relacji, która pozwala na zatrzymanie najważniejszych, najpiękniejszych, czasem najbardziej zaskakujących chwil. Zastanowić się jednak należy, czy powszechność nie odebrała fotografii pewnej wyjątkowości, tajemnicy zatrzymywania czasu…
Postęp cywilizacyjny każe zatrzymywać rodzicom każdy krok ich dzieci, więc posłuszni wymogom postępu tatusiowie i mamusie, zamiast bacznie obserwować próby pociech, śledzą je zza błyskającego co jakiś czas pudełka. Jednak, kiedy dziecko upada, pojawia się dylemat – co ratować, szkraba, czy… aparat. Jakże często Polak wybierze to drugie. Dzieciak popłacze, a promocja na taki sprzęt już się nie powtórzy. To oczywiście żart.
Zatrzymywanie chwil przeróżnych stało się pasją i źródłem utrzymania wielu ludzi. Zdjęcia ślubne, komunijne, paszportowe, do dowodu, okazjonalne, imieninowe, natury… to tylko niektóre z oferowanych usług. Za dodatkowe opłaty (lub „literek” dla znajomego posiadacza aparatu) można mieć fotografie erotyczne swojej ukochanej lub nawet akty wieloosobowe (nie mylić z pornografią).
Przy tej okazji wypadałoby zadać pytanie kolejne: kiedy zdjęcia przestają być sztuką, a zaczynają egzystować jako zupełnie inna forma? Odpowiedź na to pytanie wypadałoby pozostawić komuś, kto nie jest tak wielkim fotograficznym laikiem, jak ja. Przecież nie wypada mi oceniać wartości artystycznej, technicznej, powtarzalności motywu, tak jak nie wypada trzymać łokci na stole. Ale, ponieważ savoir-vivre to sztuka zawiła i częstokroć zapominana, posunę się do nadużycia. A zatem, pijąc z fotograficznej filiżanki, pozwolę sobie na odstawienie małego palca.
Sztuka powinna mieć temat. Prowadzić do czegoś, nawet, jeżeli miałaby funkcjonować jedynie jako ars pro arte. Przeglądając fotografie z tegorocznego finału Grand Press Foto odniosłem wrażenie, że nawet ten nurt został zamordowany ze szczególnym okrucieństwem i pogrzebany.
Czy zdjęcie w którym krew leje się rzeką, przesycone na wskroś ludzkimi zwłokami, widok odrąbanej głowy itp. może zostać uznane za sztukę?
Odkąd aparat fotograficzny stał się urządzeniem w miarę mobilnym, znacznie wzrosła liczba zatrzymań. Zatrzymywani są przypadkowi ludzie i przypadkowe miejsca. Co więcej, zatrzymania te w przerażającej większości prowadzone są nieudolnie. Na szczęście, jeszcze jednak istnieją zatrzymujący, którzy wykonują swoją pracę perfekcyjnie. Nie rzucając się w oczy prowadzą długotrwałe obserwacje i poszukiania, szkolą warsztat, uczą się od najlepszych, dobierają odpowiedni sprzęt. Oni nie ujawniają się zbyt szybko. Ale kiedy już znajdą to, czego szukali, mogą być pewni napisanego następnie raportu: śledztwo zakończono. Zatrzymana: kadr idealny.
