Dlaczego jazz ?
Recenzując płyty w lokalnym tygodniku stałem się rozpoznawalny i kojarzony jako ten pan od jazzu . Co raz częściej słyszę pytania od napotykanych ludzi – dlaczego pisze pan o jazzie ? Dlaczego nie o nowościach muzyki bardziej popularnej ? Skąd się u pana wzięło to zamiłowanie, przecież tego słucha tylko garstka ludzi……
Nie ukrywam, że jednoznacznie nie potrafię na to pytanie odpowiedzieć. Na bardziej natarczywe pytania odpowiadam krótko – bo lubię jazz- ale dlaczego ? Hmm….
Rzeczywiście trudne pytanie , w moim rodzinnym domu nie słuchano jazzu, nikt z najbliższej rodziny też nie. Szukając wśród znajomych też nie dopatrzyłem się jego słuchaczy.
Żeby zgłębić temat i zaspokoić ciekawość może najlepiej sięgnąć do źródeł . Historia jazzu jest bardzo obszerna i zarazem zdumiewająca. Upraszczając - na przełomie XIX i XX wieku wyewoluował z bluesa i gospel, stając się ukochaną, dającą ukojenie muzyką ludzi z samego dna amerykańskiej hierarchii społecznej – czarnej biedoty pracującej na plantacjach. I właśnie przez plantacje, rynsztoki, tancbudy i domy uciech wiodła jego droga na salony. W latach 30 jazz stał się ówczesnym odpowiednikiem muzyki pop a dekadę później wzniósł się na absolutne artystyczne wyżyny i od tamtego czasu uchodzi za jedyny nurt w muzyce, który może konkurować z europejską muzyką poważną. I tak w ciągu stu lat jazz stał się własnym negatywem – u zarania był muzyką plebsu, dziś słucha go salon.
Może tak jak nasi przodkowie z za oceanu szukamy poprzez niego wolności. Dla mnie jazz to swoista próba uchwycenia ptaka w locie. Ale to nie wszystko! Nie wystarczy go uchwycić, trzeba z nim razem polecieć! Choćby przez chwilę... Kiedy słucham wielkich muzyków jazzowych, czasami mam to cudowne uczucie, że latam jako drugi pilot, bądź nawigator z Johnem Coltranem, Keithem Jarrettem, Billem Evansem, Milesem Davisem, Charliem Parkerem albo z... Dianą Krall, Norą Jones , lub Tomaszem Stańką, Ptakiem Wróblewskim czy Andrzejem Jagodzińskim.
Myślę , że do jazzu trzeba dorosnąć , dojrzeć , rozwinąć swoje zmysły , być nie poprawnym marzycielem….
Wielokrotnie powtarzam że jazz może być również romantyczny. W knajpkach przy świecach jest bardzo przyjemnie gdy w tle sączy się właśnie jazz. A jak nie w knajpkach to nawet w zaciszu domowym można stworzyć romantyczną atmosferę z jego udziałem. Mnie osobiście taki smooth jazz koi , uspokaja, w firmie zmienia moje nastawienie do brutalnej korporacyjnej rzeczywistości , a wieczorem ……….kojarzy się właśnie z "pościelową" muzyką. Taką do uwodzenia. Może dlatego mało kobiet go słucha ? Tak bez okazji? Bez mężczyzny? Kobiety nie słuchają jazzu bo jest zbyt romantyczny i kojarzy się zbyt jednoznacznie …..., dla nich jazz jest na chwile wyjątkowe nie na co dzień.
No ale z drugiej strony jazz może być całkiem nieromantyczny, a co za tym idzie niemelodyjny, nieharmoniczny, nieskładny, niepoukładany, za głośny, hałaśliwy. I taki jakby "niemuzyczny" np. John Coltrane.
Ktoś powiedział- jazz muzyka nie dla Europejczyków – więc jaki on dla nas jest i dlaczego tak bardzo go potrzebujemy - to pytania, na które każdy znalazłby własną odpowiedź. Słuchając kameralnego, subtelnego i nostalgicznego brzmienia jazzu europejskiego, można jednak pokusić się o tezę, że ludzie na tym kontynencie tęsknią za uczuciem, za przeżyciem romantycznej przygody, za dźwiękami które zobrazują zarówno snującą się angielską mgłę, jak i falujące bałtyckie morze. Szukamy wyrazu dla tęsknoty za czymś, co Amerykanie nazywają new life, za lepszym jutrem i pewną przyszłością.
