.

.

środa, 15 października 2014

Reset ....



Chyba się przeładowałem , nagła potrzeba wyrzucenia z głowy wszystkich śmieci, niepotrzebnych myśli, zrewidowanie sposobu postrzegania, znalezienie pustki, którą można od nowa zapełnić przyczyniła się do dania sobie paru ....... dla niczego.

Całkowite odrzucenie telefonu, internetu , telewizji itd. itd.  cel relaks -  ważne książki, artykuły, na które nie było czasu leżące na stercie spraw odłożonych, długie spacery, zabawa z psami, proste czynności wykonywane z wielką starannością, myśli o sensie drobnych spraw, które składają się na te większe.
Przewidywany czas powiedzmy dwa tygodnie plus.
To nie rzucenie wszystkiego, raczej odejście na boczną ścieżkę, gdzie nieczęsto można kogoś spotkać. To nie ucieczka w inne miejsce, które pomaga zapomnieć o tu i teraz. To pozostanie w tym zwykłym aby nauczyć się od nowa poruszać w nim w takt sensu, ku korzyści własnej i bliskiego otoczenia, bez skrótów, które tak naprawdę nie prowadziły do celu. To odrzucenie bzdur i snów o potędze, które były jedynie fatamorganą. To nawet nagła zapowiedź zaniedbania obowiązków.
Czy było coś co przepełniło czarę wytrzymałości? Nie. To tak jak z błękitną wodą basenu, na powierzchni, której zbierają się zeschłe liście, śmieci. Żeby do niej ponownie wejść trzeba posprzątać, a to wymaga cierpliwości i chęci pływania w czystej wodzie. Bo wtedy gdy pozbywamy się natłoku niepotrzebnych informacji - śmieci, prymitywnych obrazów w mediach, słów, które przylepiają się jak  „ciasteczka” w internecie, zaczynamy czuć wolność i czyste powietrze wokół nas. Jasność i wyrazistość myśli jest niesamowita i nagle intuicyjnie wiemy co jest dla nas dobre, a co robiliśmy jak sztukę dla sztuki. Widzimy ludzi, którzy są rzeczywiście dla nas ważni, do których chcemy wrócić. Przybywa energia w miejsce codziennej przygnębiającej rutyny i zdajemy sobie sprawę z czego możemy, a nawet powinniśmy zrezygnować. Zaczynamy uśmiechać się wewnętrznie, a to jest wspaniałe uczucie. I nasze otoczenie od razu to widzi.
A gdy po resecie wchodzimy do komputera, wracamy do oglądania telewizji, widzimy i słyszymy  bzdury i śmieci z pełną świadomością, że będą one zawsze i tak naprawdę nie mamy na to wpływu, ponieważ nikomu się nie chce nic z tym zrobić. To tak gdy na całym wielkim osiedlu pełnym właścicieli psów tylko jeden sprząta po swoim. Jest syf, bo większość tak postanowiła. Nie pozostaje więc nic innego jak żyć w swojej enklawie i działać tak aby być zadowolonym z siebie i czuć w tym sens, który jest niezbędny do mądrego życia. Jednak zawsze należy mieć nadzieję, że możemy coś zmienić nie tylko dla siebie, coś poza własną wycieraczką.
Po takim wyizolowaniu czujemy barierę ochronną, przez którą nie przechodzą informacje o cycach, majtkach które wyskakują na zawołanie fleszy, o tym kto z kim i co, wywody polityków, które są jednocześnie i straszne, śmieszne i nie posuwające niczego w kierunku rozwiązującym jakąkolwiek sprawę. Nie straszne nam wciskane non stop przed oczy dziwne osoby, które przepraszam bardzo, ale niczego sobą nie reprezentują i niczego interesującego nie wnoszą. To wszystko tylko śmieci pływające po powierzchni, które trzeba odgarnąć, by móc pływać w czystej wodzie. Możemy być ludzcy omijając zbędne tematy, a nie okrutni wylewając własną nienawiść i niepowodzenia pod zdjęciem dziwnych osób celowo wystawianych na lincz w celu „kasoklikalności”.

To przepis na reset indywidualny, a marzy mi się taki wielki… I to, co po nim mogłaby zrobić duża grupa ludzi... Może nic, a może COŚ WAŻNEGO.