Czarny
protest – męski punkt widzenia
Tak,
to był prawdziwy i ….. udany czarny poniedziałek. Takiego zrywu narodu- bo nie
tylko brały w nim udział kobiety, było też dużo mężczyzn -w naszym małym
mieście nie pamięta nikt, a w skali kraju to był totalny pogrom.
Zapewne
nikt się nie spodziewał, że „Czarny protest” zatoczy tak szerokie kręgi i
obejmie nie tylko politycznych przeciwników, ale przede wszystkim zwykłych –
nie zwykłych ludzi myślących, nie szufladkujących całej akcji do jednego worka
pod nazwą aborcja. Nie o to tu chodziło jak co niektórzy myślą. Polskie kobiety
powiedziały jasno- dość ideologicznemu
dyktatowi i moralnemu szantażowi, jaki próbuje stosować wobec nich władza kościelna rękami władzy świeckiej– jesteśmy
ludźmi myślącymi- chcemy mieć wybór- czuć się bezpiecznie- i chcemy mieć dzieci
…… tak tak - tu również chodziło o finansowanie In vitro, a o tym za sprawą
osób marginalizujących wszystko do aborcji w mediach było niewiele. Nie godzą się być zakładniczkami
ambicjonalnych przepychanek obecnie sprawujących rządy na umownym terytorium
prawa aborcyjnego. Zapamiętajcie - w sprawie tej chodzi w pierwszym rzędzie o
godność i bezpieczeństwo polskich kobiet i praktyczna kwestia aborcji nie
wyczerpuje jej znaczenia, a czarny protest, choć ogólnikowo określany mianem
„skupionego na niebezpieczeństwie zaostrzenia prawa aborcyjnego”, ma wymiar
znaczenie szerszy i sens głęboko polityczny (to moja prywatna opinia bo nie da
się tego „odpolitycznić” – Ustawy to jednak realna polityka).
Jako
„siedzący” w temacie jestem świadomy, że w różnych miastach nacisk
protestujących na poszczególne „zakazy”, a raczej domniemana chęć ich
wprowadzenia był różnorodny, ale jak już wspominałem nie można tego
marginalizować. Owszem prawo aborcyjne jest ważne, ale nie bardzo ważne. Realia
aborcji tylko w nieznacznym stopniu determinowane są przez przepisy prawa. Nie
od dziś wiadomo, że czym bardziej są one
restrykcyjne, tym aborcja swobodniej funkcjonuje – w „podziemiu” lub w formie
„turystyki aborcyjnej”. Z pewnością całkowity jej zakaz może sprowadzić cierpienia
na pewną liczbę kobiet, u których
wykryto ciężkie uszkodzenia płodu i poddano by nadzorowi, odstraszającemu od
aborcji po tylko by dowiedziały się , że płód ma wadę genetyczną, jest
uszkodzony, dziecko nie wyzdrowieje, będzie cierpieć i wkrótce umrze. Nadal
jednak prawie wszystkie aborcje będą dokonywane poza prawem i nadal będzie ich
bardzo nie wiele. Zależność jest oczywista - liczba dokonywanych aborcji nie
zależy bowiem od restrykcyjności zakazów aborcji, ilości rozwijających się
uszkodzonych płodów w łonie matki itp.
lecz przede wszystkim od dostępu do antykoncepcji i co jest w tym przypadku
najważniejsze - kultury seksualnej
społeczeństwa, opartej na powszechnej prawidłowo prowadzonej edukacji
seksualnej i …. OPIECE. Bo nie żyjemy w państwie opiekuńczym. Żyjemy w
państwie, które jest jak surowy ojciec - wymaga, karze, ocenia, nakazuje i krytykuje. Nie potrafi przytulić. Nie
potrafi powiedzieć: widzę, że masz problem, jak mogę ci pomóc? A państwo
opiekuńcze sprawia, że ludzie czują się bezpieczni. Nie skazuje na bezsensowne
cierpienie. W opiekuńczym lekarze informują, że może urodzić dziecko, może je
urodzić i oddać jeśli nie ma partnera, lub może być samotną matką i władze
dołożą wszelkich starań aby żyła godziwie, a
nie jak do tej pory na marginesie społeczeństwa. Może również urodzić
dziecko chore , a państwo obejmie je opieką lekarską, społeczną, pomoże w
edukacji itd. itd. Powinno również terminować ciążę. Jeśli kobieta chce być
matką, a ma problemy zdrowotne, państwo jej pomoże - zapewni leczenie, w pełni
sfinansuje in vitro, profesjonalną opiekę medyczną i godziwy poród. To wszystko
jest realne i wykonalne. Wystarczy tylko chcieć i skupić się na tym czego w
rzeczywistości społeczeństwo oczekuje, trzeba słuchać narodu i nie dzielić, bo
czara goryczy się przelała – tak tak na protestach byli również wasi wyborcy.
Tyle,
może w ramach wyjaśnienia. A co do męskiej części protestu to jako jednostka
rodziny i partnerzy swoich kobiet powinniśmy walczyć o ich prawa, chodzić na
demonstracje przyłączyć się do strajku i brać urlop na żądanie. Bo o ile sam
współudział w proteście to jedno, to męska odmiana protestu znacząco przyczyni
się do zauważenia , że prawa kobiet bez których przecież nie było by rodziny to
sprawa całego społeczeństwa, a nie tylko jego połowy. Tak więc drodzy panowie
wspierajmy nasze kobiety na co dzień nie tylko od święta. Bez Nich byłoby
smutno - w ogóle by nic nie było, nas
też ;-)


