.

.

piątek, 3 lutego 2012

Friday evening, Yerba, Pink Floyd, long-awaited start of the weekend ...


Dlaczego jazz ?

Recenzując płyty w lokalnym tygodniku stałem się  rozpoznawalny i kojarzony jako ten pan od jazzu  . Co raz częściej słyszę pytania od napotykanych ludzi – dlaczego pisze pan o jazzie ? Dlaczego nie o nowościach muzyki bardziej popularnej ? Skąd się u pana wzięło to zamiłowanie, przecież tego słucha tylko garstka ludzi……
Nie ukrywam, że jednoznacznie nie potrafię na to pytanie odpowiedzieć. Na bardziej natarczywe pytania odpowiadam krótko – bo lubię jazz- ale dlaczego ? Hmm….
Rzeczywiście trudne pytanie , w moim rodzinnym domu nie słuchano jazzu, nikt z najbliższej rodziny też nie. Szukając wśród znajomych też nie dopatrzyłem się jego słuchaczy.
                                                        Żeby zgłębić temat i zaspokoić ciekawość może najlepiej sięgnąć do  źródeł .  Historia jazzu jest bardzo obszerna i zarazem zdumiewająca. Upraszczając - na przełomie XIX i XX wieku wyewoluował z bluesa i gospel, stając się ukochaną, dającą ukojenie muzyką ludzi z samego dna amerykańskiej hierarchii społecznej – czarnej biedoty pracującej na plantacjach. I właśnie przez plantacje, rynsztoki, tancbudy i domy uciech wiodła jego droga na salony. W latach 30 jazz stał się ówczesnym odpowiednikiem muzyki pop a dekadę później wzniósł się na absolutne artystyczne wyżyny i od tamtego czasu uchodzi za jedyny nurt w muzyce, który może konkurować z europejską muzyką poważną. I tak w ciągu stu lat jazz stał się własnym negatywem – u zarania był muzyką plebsu, dziś słucha go salon. 
Może tak jak nasi przodkowie z za oceanu szukamy poprzez niego wolności. Dla mnie jazz to swoista próba  uchwycenia ptaka w locie. Ale to nie wszystko! Nie wystarczy go uchwycić, trzeba z nim razem polecieć! Choćby przez chwilę... Kiedy słucham wielkich muzyków jazzowych, czasami mam to cudowne uczucie, że latam jako drugi pilot, bądź nawigator z Johnem Coltranem, Keithem Jarrettem, Billem Evansem, Milesem Davisem, Charliem Parkerem albo z... Dianą Krall, Norą Jones , lub Tomaszem Stańką, Ptakiem Wróblewskim czy Andrzejem Jagodzińskim.
                                                        Myślę , że do jazzu trzeba dorosnąć , dojrzeć , rozwinąć swoje zmysły , być nie poprawnym marzycielem….

Wielokrotnie powtarzam że jazz może być również  romantyczny. W knajpkach przy świecach jest bardzo przyjemnie gdy w tle sączy się właśnie jazz. A jak nie w knajpkach to nawet w zaciszu domowym można stworzyć romantyczną atmosferę z jego udziałem. Mnie osobiście taki smooth jazz koi , uspokaja, w firmie zmienia moje nastawienie do brutalnej korporacyjnej rzeczywistości , a wieczorem ……….kojarzy się właśnie z "pościelową" muzyką. Taką do uwodzenia. Może dlatego mało kobiet go słucha ? Tak bez okazji? Bez mężczyzny?  Kobiety nie słuchają jazzu bo jest zbyt romantyczny i kojarzy się zbyt jednoznacznie …..., dla nich jazz jest na chwile wyjątkowe nie na co dzień.
No ale z drugiej strony jazz może być całkiem nieromantyczny, a co za tym idzie niemelodyjny, nieharmoniczny, nieskładny, niepoukładany, za głośny, hałaśliwy. I taki jakby "niemuzyczny" np. John Coltrane.

                                                        Ktoś powiedział- jazz muzyka nie dla Europejczyków – więc jaki on dla nas jest i dlaczego tak bardzo go potrzebujemy - to pytania, na które każdy znalazłby własną odpowiedź. Słuchając kameralnego, subtelnego i nostalgicznego brzmienia jazzu europejskiego, można jednak pokusić się o tezę, że ludzie na tym kontynencie tęsknią za uczuciem, za przeżyciem romantycznej przygody, za dźwiękami które zobrazują zarówno snującą się angielską mgłę, jak i falujące bałtyckie morze. Szukamy wyrazu dla tęsknoty za czymś, co Amerykanie nazywają new life, za lepszym jutrem i pewną przyszłością.
Dla mnie jazz to coś osobistego , jest uczuciem płynącym z serca, doświadczeniem, wehikułem który mnie napędza i wycisza w zależności od tego co w danej chwili potrzebuję. Jazz -   wolność, stan umysłu....








środa, 1 lutego 2012

STOP ACTA !!!  NO ACTA !!!
Rząd jaki jest wszyscy wiemy. Z pewnością dba o swoich obywateli. Wprowadza ustawy, które średnio nam się podobają i dzięki temu mamy powody do wszelakiego rodzaju protestów.  Nie zaprzeczalnym faktem również jest , że protesty są dobre. Mamy wtedy okazję spędzić trochę czasu na świeżym powietrzu , spotkać znajomych, krewnych i innych z którymi dawno się nie widzieliśmy. Protestować czy jak kto woli strajkować mogą wszyscy. Lekarze na pieczątki, aptekarze na recepty, internauci na ACTA, kierowcy na ceny paliw. Dawno w Polsce nie było tak wspaniałych pomysłów,  wachlarza wyboru jeśli chodzi o protesty. O pieczątkach i receptach wiemy już wystarczająco, więc skupię się na temacie nr 1 w polskich mediach czyli ACTA. Mam nadzieję, że ACTA nie sięga do wydawnictw papierowych i nie zablokuje tego felietonu, nie utworzy w swojej bazie danych moich akt osobowych i nie każe mi pozować do aktu. To ostatnie mogłoby wprowadzić taki zamęt do sieci, że nawet Anonymous nie wiedzieliby co się stało, a przecież wiedzy na temat komputerów i sieci mają bardzo dużo. Pierwszym takim konkretnym aktem przeciwko ACTA było zablokowanie przez hakerów stron rządowych. Oczywiście rząd uważa, że to ogromne zainteresowanie ich stronami spowodowało przeciążenie serwerów. Według mnie to 99% odwiedzających chciało zobaczyć jak wygląda strona www po ataku hakerskim, 0,6% szukała biletów do cyrku (wśród nich ja), wpisując w Google słowo "cyrk" i klikając "Szczęśliwy traf", a 0,4% wpisało w Google "jestem leniem i szukam pracy" i wyskoczyły strony Sejmu i Kancelarii Premiera. Media donoszą także o bardzo niskim poziomie zabezpieczeń do panelu administracyjnego stron. Login to admin, a hasło admin1. Jakaś logika w tym jest, bo skoro szanujący haker bierze się za włamywanie na strony rządowe to spodziewa się trudnych do złamania haseł, skomplikowanych algorytmów itp. Haker uruchamia swoje programy do łamania haseł i wyskakuje mu, że login to admin, a hasło admin1. Co robi? Wyrzuca program na śmietnik, bo przecież niemożliwe jest to, żeby takie strony broniły tak banalne hasła. Bierze następny program i wychodzi to samo, w końcu głupieje do reszty, wstukuję w klawiaturę admin i admin1 i co? Wchodzi bez problemu do panelu administracyjnego i może dorobić premierowi wąsy. Gdy już to zrobi załamuje się, bo na taką stronę włamałby się przedszkolak. Internauci jako chyba największa grupa w Polsce (bo któż nim nie jest) też zaczęli organizować różne pikiety i protestowali przeciwko ACTA, ale trzeba sobie to otwarcie powiedzieć, że nic to nie da. Może dlatego, że żaden z protestujących nie nabił zwolennika ACTA na antenę wi-fi albo nie wkręcił jego genitaliów w wiatraczek komputerowy. Strajk wyglądał tak jak zwykle czyli przyszła grupka (hmm… raczej spora grupa ) osób, postała z transparentami, pokrzyczała i poszła do domów, bo zima przypomniała sobie, że powinna być w Polsce. Nawet zima sprzyja władzy, zmowa jakaś. Utworzyło się wiele list gdzie można było składać  podpisy, które niestety też nie spełniają roli, bo nie wiemy gdzie one potem trafią. Najpewniej do kosza - tego na pulpicie. Ale zawsze warto próbować szczególnie, że jest iskierka nadziei. Trybunał Sprawiedliwości UE uznał, że artykuł ACTA, który zobowiązuje dostawców internetu do zainstalowania systemów, które będą nas po prostu inwigilowały, jest niezgodny z konstytucją i nie może obowiązywać w krajach, które należą do UE. Gdyby ACTA zajmowała się wyłącznie usuwaniem śmietnika, jakim ostatnio stała się część globalnej sieci  to byłaby to rzeczywiście  dobra inicjatywa. Natomiast skoro mają zaglądać wszystkim do komputerów to przepraszam bardzo, ale wracamy się do komunizmu. A przykrywka, że to ustawa antypiracka jest lekko mówiąc prymitywna i beznadziejna. Przecież ogólnie wiadomo, że niemal każdy ma na swoim koncie jakiś piracki wyczyn. Gdyby tak sądy chciały skazywać wszystkich za drobne przestępstwa pirackie to musiały by pracować 24 godzin 7 dni w tygodniu, a na sądzenie gwałcicieli, zabójców i innych gangsterów brakłoby czasu. Nie wspominając już o fakcie, że kto by wyciągnął Polskę z kryzysu. Przecież wszyscy byśmy siedzieli na państwowym wikcie i opierunku. Zobaczymy co to będzie jeśli ACTA zostanie przyjęta przez Sejm. Ja chyba wyłączę internet, usunąłem już wszystkie moje komunikatory, zlikwidowałem elektroniczne konta i profile (które na szczęście i tak były pod nieprawdziwymi danymi osobowymi) komunikator GaduGadu zamieniłem na DymuDymu wykorzystujący znaki dymne, zawiesiłem strony informacyjne (w ramach protestu oczywiście) a felietony będę kreślił na kamiennych tablicach, pieniądze zamiast w banku wcisnę do skarpety i nauczę się z powrotem lizać znaczki pocztowe. To będzie chyba najlepsza obrona na ACTA. Kto wie, może to wcale nie jest takie głupie, może człowiek stanie się szczęśliwszy.... Tak więc do widzenia życzę wszystkim , tego realnego bo wirtualnego u mnie już nie ma :).