Chwila
wolnego, to również czas na pisanie tego tekstu, najwyraźniej korzystam z
dzisiejszej weny i podrążę temat – czy cieszyć się z tego co mamy czy ciągle
dążyć do lepszego jutra?
Wielu
wciąż powtarza, żeby doceniać to co mamy i cieszyć się z tego co mamy, inni z
kolei do znudzenia cytują motywujące teksty o tym jak trzeba dążyć do czegoś
lepszego. Lepszego jutra, lepszej pracy, lepszego partnera. Kto tu ma właściwie
rację ?
Ciesząc
się z tego co mamy nie dążymy do zmiany, do lepszego jutra, bo po co, skoro
jest dobre i dobrze się z tym czujemy? Mamy co jeść, w co się ubrać. Jest
praca, może nie wymarzona, ale tak wielu jest wokół bezrobotnych. Cieszmy się z
tego co mamy. A co, jeśli ciesząc się z tego co mamy zamykamy się w swoim
małym, nieidealnym świecie i nie sięgamy po coś o wiele lepszego?”
Znam
ludzi, którzy cieszą się z tego co mają (chyba sam do nich należę), małymi
kroczkami zdobywają małe sukcesy, cieszą się z drobnych „darów losu”. Żyją
powoli, przyziemnie ale są szczęśliwi. Znam też takich, którzy „porwali się z
motyką na księżyc” i teraz nie muszą żyć od pierwszego do pierwszego, praca
jest dla nich przyjemnością, a partner nie idealny, ale taki, z którym można
iść na koniec świata. Ci pierwsi nie sięgają po więcej, ale cieszą się ze
swojej stabilizacji. Ci drudzy zaryzykowali i okazało się, że zdobywanie
życiowe Mount Everestu wcale nie było takie trudno, wystarczyło po to wszystko
sięgnąć. Chociaż znam również trzecią grupę, gdzie sięgnęli za wysoko i jak
boleśnie upadli.
Na
koniec wspomnę o wiecznych poszukiwaczach, z tymi jest chyba najgorzej – taki trend
dzisiejszych czasów. Zapisują się na dziesiątki szkoleń, wydarzeń, poznają
dziesiątki nowych ludzi, pracują po 12h, wydają ciężko zarobione pieniądze na
lunche po 50 zł, markowe ciuchy, torebki za całą pensji, zabiegi poprawiające
samopoczucie (i podobno urodę, choć patrząc mam wiele wątpliwości…). Ludzi czy
partnerów traktują raczej przedmiotowo. Ciągle do czegoś dążą, chcą piąć się
wyżej i wyżej. Tylko czy wiedzą gdzie jest szczyt? Nie cieszą się dniem
dzisiejszym, bo żyją myślą o tym, jak będą bardzo szczęśliwi, gdy dotrą na
szczyt. I nawet, jeśli uda im się osiągnąć coś więcej, to czy przez to nie
zatracą radości z rzeczy zwykłych, codziennych?
W
zależności od ww. typów społeczeństwa inny jest też ich rozkład dnia. Wstają rano, powolnie wypijają kawę, rozkoszując
się jej smakiem, wyglądają za okno, patrząc w niebo i wypatrując pierwszych
oznak lata. Potem idą do pracy, wracają, gotują obiad i cieszą się tym, że
komuś smakował. Poleżą beztrosko na kanapie, słuchając muzyki i przeglądając
lokalną gazetę. A może inaczej? Pobudka, szybkie śniadanie i hop do Internetu.
Praca nad kolejnym internetowym projektem, który może pozwoli mi na
niezależność finansową. Potem praca, powrót i znowu do Internetu, przecież od
leżenia, gapienia się w okno i czytania lokalnych gazet jeszcze nikt nic nie
osiągnął. Pośpiech, stres, brak czasu dla siebie, dla bliskiej osoby, ale za to
emocje, nowe wyzwania, oczekiwanie na lepsze. A może to lepsze jest już tu i
teraz? Może nie trzeba już szukać bardziej, dalej?
Może
niszczy nas zachłanność tego, że niby zawsze może być lepiej i to właśnie ona
nie pozwala nam na radość z tego, co już
mamy? Na to pytanie cały czas szukam odpowiedzi… Pozostawiam Was z cytatem,
który naprawdę daje do myślenia.
„PATRZYSZ,
ALE NIE WIDZISZ. SŁUCHASZ, ALE NIE SŁYSZYSZ. FUNKCJONUJESZ NA AUTOPILOCIE.
JESTEŚ ZAMKNIĘTY NA OTACZAJĄCY CIĘ ŚWIAT. JUŻ W PONIEDZIAŁEK MYŚLISZ O
WEEKENDZIE? TO NAZYWASZ ŻYCIEM? CHCESZ ŻYĆ, CZY PRZEŻYĆ? SZUKASZ SENSU ŻYCIA?
SZUKASZ ODPOWIEDZI? PROSISZ BOGA O ZNAK, O RADĘ, O POMOC. PRAGNIESZ, ABY CIĘ
NATCHNĄŁ, WSKAZAŁ WŁAŚCIWĄ DROGĘ, ALE ODWRACASZ SIĘ DO NIEGO PLECAMI. ZADAJESZ
PYTANIA, ALE NIE CZEKASZ NA ODPOWIEDŹ. ON MÓWI DO CIEBIE W KAŻDEJ SEKUNDZIE
TWOJEGO ŻYCIA.CZASAMI WRĘCZ KRZYCZY. ON PRZEJAWIA SIĘ NA RÓŻNE SPOSOBY.
POTYKASZ SIĘ O NIEGO WCHODZĄC DO AUTOBUSU, KIEDY JEDZIESZ RANO DO PRACY. JEST
KSIĄŻKĄ, KTÓRA „PRZYPADKOWO” WPADA CI DO RĄK W KSIĘGARNI. JEST PIOSENKĄ, KTÓRA PĘTLI
SIĘ OD TYGODNIA W TWOJEJ GŁOWIE. JEST NOWO POZNANYM ZNAJOMYM. JEST FILMEM, NA
KTÓRY WYBRAŁEŚ SIĘ „PRZYPADKIEM” DO KINA. OTWÓRZ SIĘ, SKUP SIĘ NA TYM, CO
ROBISZ – NAWET NA NAJBARDZIEJ PROZAICZNEJ CZYNNOŚCI. DOSTRZEŻESZ JAK WIELE
RZECZY CI UMKNĘŁO. JAK WIELE ISTOTNYCH SPRAW POKPIŁEŚ I ZIGNOROWAŁEŚ. NIE
POZWÓL, ABY ŻYCIE PRZEMKNĘŁO CI MIĘDZY PALCAMI. NA KAŻDYM KROKU DOSTAJESZ
ODPOWIEDZI NA SWOJE PYTANIA. WYKORZYSTAJ JE, ZAMIAST IGNOROWAĆ. ILE JESZCZE
CHCESZ UDAWAĆ, ŻE TO ZBIEG OKOLICZNOŚCI, PRZYPADEK, IRONIA LOSU? SŁUCHASZ RAD
RODZINY, ZNAJOMYCH, A NAWET OBCYCH OSÓB. DLACZEGO NIE SŁUCHASZ SWOJEJ WŁASNEJ
INTUICJI? ZWOLNIJ NA MOMENT, ODETCHNIJ, WNIKNIJ W GŁĄB SAMEGO SIEBIE, POSŁUCHAJ
SWOJEGO WEWNĘTRZNEGO GŁOSU. ON CHCE DLA CIEBIE JAK NAJLEPIEJ. ZAWIERZ MU. NIE
ZADRĘCZAJ SIĘ PYTANIEM „JAK?”. ON JUŻ WIE JAK. JEDYNE CO CHCE USŁYSZEĆ, TO
„CO?” – CZEGO PRAGNIESZ. ODPOWIEDZI POJAWIĄ SIĘ SAME. WKRÓTCE.”