.

.

piątek, 3 czerwca 2016

O młodzieży słów kilka ....

I można by tak pisać ...……. bez końca ......


Kiedyś, gdzieś w  gazecie trafiłem  się na artykuł , że przeciętny współczesny nastolatek ma więcej lęków niż pacjenci szpitali psychiatrycznych z lat ubiegłych . Dorośli grzmią, że młodzież coraz gorsza, bardziej leniwa, upierdliwa, chciwa, roszczeniowa, anoreksje, bulimie, depresje. Coraz więcej imprez, alkoholu, narkotyki, papierosy...... A młodzież? Młodzież spogląda na siebie i wybucha gorzkim śmiechem. Tak wielu ludzi usiłuje nas oceniać, a tak niewielu pamięta o tym, że za każdym skutkiem kryje się przyczyna, za każdym człowiekiem-historia, za prawie każdym dzieckiem czy tam nastolatkiem stoi system, otoczenie i przerażająca wizja przyszłości. Zaczynając od końca, jak prezentują się owe wspomniane wizje? Wzrastająca ilość bezrobotnych, sytuacja w której chyba nawet dziesięć tysięcy szkół i kursów nie daje gwarancji pracy. I ten moment, kiedy młody człowiek powoli zyskuje świadomość, że na zasiłku raczej nie wyżyje. Że wszystko zależy od tego co jest teraz i było wcześniej…a wcześniej tej świadomości nie posiadał. Co z tego, że ktoś nam powiedział „ucz się bo od tego zależy twoja przyszłość”, jeżeli my w wieku takim jakim byliśmy, nie byliśmy w stanie tego zrozumieć. To dociera dopiero po czasie, w gimnazjum czy też w liceum. Niby nie jest wtedy za późno, ale niejednokrotnie ilość zaległości przytłacza tak, że człowiek nie wie od czego zacząć. I często w ostateczności nie zaczyna od niczego, tylko żyje dalej imprezami, używkami, ucieka w to wszystko żeby już się nie bać. Żeby o tym nie myśleć. Nie piszę że to dotyczy każdego, bo tak nie jest. Ale dotyczy wielu osób z naszej zbiorowości, nazywanej młodzieżą. A pomijając to, kiedy odkrywamy że już może być za późno, istnieje jeszcze kolejna rzecz. Edukacja, a raczej nie ona sama, tylko jej poziom, który drastycznie spadł w przeciągu ostatnich kilkunastu lat. I daleko mu do potrzeb rynku pracy. Są tacy, którzy po ukończeniu studiów uważają że wiedzą już wszystko i wszystko potrafią, po czym trafiają do pracy w zawodzie w którego kierunku teoretycznie się uczyli i dowiadują się, że nie wiedzą i nie potrafią nic. I my zaczynamy zdawać sobie z tego sprawę. Zdawać sobie sprawę z powagi sytuacji i się tego boimy. Jeżeli już jesteśmy przy systemie edukacji, warto zwrócić uwagę na jeszcze jedną rzecz. Pozwolę sobie wspomnieć, że w momencie kiedy najbardziej potrzebujemy stałości, hormony w naszym ciele buzują jak opętane, jesteśmy najbardziej narażeni na wpływy z zewnątrz, właśnie w tym momencie zmieniamy środowisko. Z podstawówki przenosimy się do gimnazjum, do nowych ludzi, nowych nauczycieli i nowych wymagań. I gdzie w tym wszystkim logika. Zastanawia mnie też to, kiedy pojawiła się moda na nadopiekuńczość w wychowaniu. Na trzymanie dzieci niemalże pod szklanym kloszem, ochranianie przed wszystkimi nawet najdrobniejszymi problemami. I jeszcze wychowanie bezstresowe. Nie jestem psychologiem więc w sumie nie mi to oceniać, ale odnoszę wrażenie, że takie osoby, kiedy zaczynają żyć samodzielnie, mają wielki problem nazywany  całkowitą dezorientacją i bezradnością. I można by tak napisać książkę ….. to temat-rzeka. Można by o tym pisać w nieskończoność i nadal nie opisało by się wszystkich związanych z tym zagadnień. Używki, nauka, perspektywy które niby są ale ich nie ma, możliwości których nie potrafimy dojrzeć… tematów są setki. Tak właściwie to nie mam pomysłu na żadną wielką pointę czy morał. Tak naprawdę, to ręce opadają i  przemyślcie te tematy sami, spróbujcie wyciągnąć wnioski. Zapewne zależne od tego, czy jesteście dorośli, czy jeszcze zalicza się was do młodzieży.