.

.

czwartek, 3 września 2015

Ludzie od PR , oni temu winni ;-)

J

Chcesz  zaistnieć, dobrze się sprzedać ? Jak masz kasę to nic trudnego . Oddaj się PR –owcom w ręce A jak nie wyjdzie to cóż , jeszcze raz – nie poddawaj się – potrzebna tylko kasa.

Spoglądając wstecz ludzie od PR mają już koło 25 lat doświadczenia. Wylansowali kilku premierów, stoją u boku głów państwa. Nie mało ciemnoty nam wcisnęli , sprzedało …..

Jeszcze do niedawna PR wciskało nam się w buciorach za pomocą gwiazd , gwiazdeczek do niszowych programów tv , ramówek rozrywkowych. Obecnie najwięcej ich wpływów widać przy wyborach, moda na grube ryby zapanowała na dobre.
Teraz to jest biznes. PR-owcy mają  dużo roboty,  te wielkie akcje, kampanie .
Z lamusa wyciąga się zapomniane persony  , a  władcze sfery dostrzegają i sierotę zdobią orłem i tytułem doradcy. Teraz jest wszystko bardzo elegancko opakowane. Wręcz promienieje w błyskach fleszy , a jak coś złego to nie oni  ;-)
Według mnie to jest wielka przewalanka, którą po prostu widać. Na całym ekranie, w każdej stacji, przy każdym ugrupowaniu. Wszystko dąży do sensacji, im głośniej tym lepiej.
Coraz to nowsze agencje od PR  szukają jeleni, po jednej i drugiej stronie. Najbardziej wkurzające jest to, że teraz nikt już nie jest sobą. Wszystko ma być wykreowane i opakowane , bez charakteru i własnej osobowości.

I jak tu nie ześwirować ? 

środa, 2 września 2015

Twittnij sobie ...


Kiedyś to było trudniej , żeby zebrać tłumy manifestujących trzeba było chodzić od drzwi do drzwi i wyciągać ludzi na ulice używając słowa lub pięści. Ale dzisiaj się twittuje.
Przykładem niech będzie praca dziennikarza, aby dostarczyć swojej redakcji zdobytą informację zapisywał ją na kartce, wręczał gońcowi, a ten gnał po błotnistych drogach, zajeżdżając kolejne wierzchowce. Później zaczęto używać telegrafu. Dziś wysyła się e-maile, albo się twittuje.
To także doskonałe narzędzie do wyrażania swojego niezadowolenia , odczuwają to zwłaszcza głowy państw nie tylko w Polsce , najgłośniejszą sprawą był atak na Tunezyjskiego satrapę Ben Ali’ego a o Mubarak’u już nie wspomnę ,
Jak to działa ? Dlaczego ludzie „ukąszeni” przez internet zaczynają więcej widzieć, więcej rozumieć, ale przede wszystkim szybciej się komunikować? Truizm? Wszyscy to wiedzą? Niby tak, ale chyba każdy z nas był pod wrażeniem zdjęć z placu Tahrir w Kairze – setki metrów kabli od przedłużaczy, mrowie ładowarek do telefonów komórkowych, Egipcjanie z wytęsknieniem czekający, aby za pomocą swoich komórek twittować. I obalić reżim. Tak to się teraz robi: kilkadziesiąt znaków napisanych na profilu portalu społecznościowego wystarczy, żeby zorganizować rewolucję. Zresztą, sami tego doświadczyliśmy parę lat temu, o ile pamiętam to właśnie  Dominik Taras zwołał kontrmanifestację wymierzoną w „obrońców krzyża” za pomocą Twettera.
Jak powinni na to zareagować dziennikarze? Cóż, musimy sobie wszyscy uświadomić, że żyjemy w świecie banalnie prostego dostępu do informacji, w świecie, w którym każdy może być zarazem źródłem i przekaźnikiem informacji, w świecie, w którym tradycyjnych dziennikarzy śledczych zastępuje WikiLeaks, a korespondentów zagranicznych Twitter i Facebook. A  dziennikarze najsprawniej wykorzystują „nowe media”  prowadzą blogi,  pracują wykorzystując wspomniane portale. Ale i tak wciąż najwięcej pary idzie w wydawanie gazet i emitowanie telewizyjnych programów na których niestety niezależnie od kanałów informacyjnych news’y są interpretowane w ten sam sposób. Może za sprawą „nowych mediów” właśnie , brak jest czasem własnej inwencji twórczej ;-)   

Powstają coraz to nowsze serwisy informacyjne funkcjonujące wyłącznie w sieci, nie jednokrotnie  dorównujące swoim poziomem prasie papierowej. Praktycznie każde szanujące się wydawnictwo ma swój odpowiednik w sieci cieszący się coraz większą popularnością. Działają telewizje i rozgłośnie radiowe. Nie trzeba już wymyślać Ameryki. Trzeba mieć jasny umysł , wenę twórczą i otwartą głowę. Nie należy obrażać się już  na internetowe gadżety bo chcąc nie chcąc siłą weszły w nasze życie .Ktoś kiedyś powiedział , że prawdziwe dziennikarstwo upada . Myślę że po części tak , w zależności jak kto rozumie „prawdziwe” . Jeżeli chodzi o czas dotarcia do odbiorcy z informacją to z pewnością ma się coraz lepiej, natomiast gdy rozważymy i porównamy własne interpretacje to z pewnością tak.

wtorek, 1 września 2015

Wygłodzone Stare Panny :-)


Coraz rzadziej spotykacie  się ze znajomymi w kawiarni czy w pierogarni ? . Pewnie nawet nie zauważyliście jak z dnia na dzień Wasze  pokoje zmieniły swój niepowtarzalny przytulny charakter, w miejsce złudne a wręcz niebezpieczne. Coraz częściej na drzwiach mieszkań sąsiedzi czy znajomi dostrzegają napis wyryty wojskowym scyzorykiem „PRIV” albo „nie wchodź, bo Cię zablokuję, albo wyrzucę z listy kumpli.” Od kilku lat przeróżne komunikatory internetowe tak bardzo zdominowały naszym życiem, że teraz ciężko jest określić gdzie znajduje się ta cienka granica pomiędzy światem wirtualnym, cybernetycznym, a światem rzeczywistym, gdzie związki międzyludzkie odgrywają naczelną rolę w życiu codziennym każdego człowieka. A od kiedy w waszych domach  pojawił się kolejny komputer, pewnie nie wychodzicie z domu wieczorami J  Zdecydowanie więcej przyjemności dopatrujecie się w konwersacji z tajemniczym nieznajomym na jakimś portalu, obrabiania dupy innym  aniżeli w spotkaniu z przyjaciółmi, bez których do tej pory nie mogliście się obejść. Teraz jest inaczej. Ale czy lepiej?
A może każdy wieczór to już nudna rutyna: dzbanek kawy, cała miska chipsów, ulubiona bluza z polaru i stare jeansy z wielką dziurą na kolanie, skarpetki w panterkę.
Pewnie zadzwoni  telefon, a Wy odpowiecie tylko lakonicznie: Miałem przyjść, ale nie przyszedłem, nie miałem czasu czy inne bzdety.
Dlaczego w ostatnich latach statystycznie co czwarty Polak wymienił swojego przyjaciela na wirtualnego osobnika, który mało tego, że kreuje się na ideał, to jeszcze potrafi stworzyć w naszym umyśle realną wizję jego życia, tak Jak gdybyśmy byli starymi znajomymi od przedszkola? Co jest takiego złego w przyjacielu, który ma ręce, nogi, buzię, czasem zapłacze, poda szklankę wody, wyjdzie na spacer, kiedy doskwiera smutek? Zapytasz, że niby ten wirtualny nie ma? Ma, owszem, ale cybernetyczne… Nikt z nas nie może być nigdy pewnym, kto znajduje się po drugiej stronie monitora. A tak w ogóle to, w czym jest lepszy ten enigmatyczny MIŁY_PAN_POZNA_PANIĄ? Nie wiem, nie pytam, nie wnikam, bo właśnie wychodzę na spacer ze znajomymi, a na dodatek pojawiło mi się ostrzeżenie na monitorze „wyłączyć komputer”.
A statystycznie obrabianiem Waszych tyłków zajmują się głównie stare panny lub Ci, którym się w życiu nie udało.