Czytając
posty w sieci, komentarze, oraz świadkując wojnom jakie staczali internauci między sobą przez
ostatnie dni – należałoby stwierdzić , że te wybory z pewnością możemy zaliczyć
do najbardziej burzliwych.
I
z całą pewnością możemy do nich zaliczyć obydwie tury , choć ta ostatnia
sprowokowała zdecydowanie więcej kąśliwych komentarzy pomiędzy dwoma wyborczymi
obozami (oczywiście mowa tu o wyborcach) . Ale nie do tego zmierzam, moje myśli
kierują się raczej do wyników sondażowych, bo chociaż w drugiej turze były
przybliżone to w pierwszej powaliły nas wszystkich na kolana. Szokujący rozziew
między wynikami sondażowymi a prawdziwymi preferencjami Polaków zepchnął w cień
dość żałosny poziom tzw. kampanii. Czym tłumaczyć fakt, że ludzie ankietowani
jako ankietowani podają inne rozwiązanie łamigłówki niż ci sami ludzie wybierający
jako wyborcy? Specyficznym poczuciem humoru? Możliwe, ale zacznijmy od czegoś
najbardziej podstawowego.
Czy
ankietowani lubią ankieterów, czy nie lubią? Niby na dwoje babka wróżyła, ale
jednak przypuszczam, że raczej lubią, niż nie lubią. Dlaczego? Najprawdopodobniej
dlatego, że Polacy generalnie strasznie się lubią.
Ale
dlaczego więc jeśli ankieterów lubią, to
dlaczego ankietowani okłamują? Dlaczego stawiają na ankieterach krzyżyk? Z
uprzejmości? Z litości? Ze strachu przed wojną domową? Odpowiedź nasuwa się
sama , oczywiście że tak. Przytłoczeni wizją stanięcia po jakże niewłaściwej
stronie frontu, ankietowani zdecydowali się prowadzić z ankieterami rezolutną
wojnę podjazdową. Uznali, że zamiast bronić swych pozycji i sprawiać komuś
przykrość zagrają w przysłowiowego salonowca.
W
przebogatym świecie gier salonowiec nie jest specjalnie wysoko ceniony (o czym
świadczy jego druga, bardziej popularna nazwa), ale po raz kolejny okazuje się,
że bawi do łez. Trafiła kosa na kamień, czyli manipuluj mediami manipulatorami
- pamiętajmy, że ewidentnie żaden z głównych pretendentów nie zdecydował się
ujawnić swoich prawdziwych preferencji, w obawie przed ………….. To oczywista
oczywistość, którą dostrzeże każdy, nawet bez okularów. Ewidentnie partyzantka
to nasz konik.
Dla
mnie przynajmniej emocje skończyły się już po obejrzeniu pierwszej listy
kandydatów kilka tygodni temu z powodu brakującej rubryki. Żaden z powyższych.
Czym tu się ekscytować? Świat się nie skończy, nie będzie nawet wojny domowej. Tak
więc pomimo to spełniliśmy swój obywatelski obowiązek bez emocji i w zgodzie ze
wszystkimi, i pozostaliśmy po wyborach bez wrogów J