Książki = kultura , ich nadmiar szkodzi …… oczywiście
to żart . Rozważania przy okazji łapania się na tym , że nie mam już zbyt dużo
miejsca na książki .
Kto to właściwie wymyślił, że książki mają
szczególną wartość, że książek – jak chleba – się nie wyrzuca? W jednym z odcinków
telewizyjnego przerywnika kulturalnego „Sztuka czytania. Pokaż książki” Paweł
Dunin-Wąsowicz, pisarz i wydawca, przyłapany we wnętrzu swego zarośniętego
książkami M-3, bezradnie rozkłada ręce: „To nie jest mój własny pogląd, że
książka jest ważna, to jest coś, z czym wyrosłem... Dla mnie książki były jak
dla innych jajka, ser...”. Być może nasze pokolenie jest pierwszym i ostatnim
tak skutecznie, bo bezrefleksyjnie skażonym słabością do książek. W coraz
bardziej odległych czasach PRL-u książka, niekoniecznie literatura, ale właśnie
książka jako przedmiot, była jednym z podstawowych towarów. „Książki są
najlepszym przyjacielem człowieka” – do znudzenia powtarzany slogan siał
spustoszenie. Zaś z niedoboru innych atrakcji i ograniczonych możliwości lokaty
kapitału książka zyskiwała również szczególną wartość materialną , ech kiedy to
było ….
Teraz, my pokolenie PRL czy ludzie vintage wciąż żyjemy w tym
śnie, ale choćby krótka wizyta na allegro – największej i najlepiej
zaopatrzonej obecnie polskiej księgarni – wystarczy, by zrozumieć dobitnie sens
teorii rzeczywistości równoległych. Tu stare książki są – jak w sklepie z
ubraniami – tańsze niż nowe. PRL-owskie wydania XX-wiecznych polskich klasyków
kosztują po parę złotych, a niegdysiejsze pozycje kultowe i bestsellery,
królujące na bazarach i w sprzedaży stolikowej, więdną wywieszone z natrętną
adnotacją „Kup teraz!”. Szok? Mała apokalipsa? Tak, w zestawie z „Kompleksem
polskim” za jedyne 9,90 pln J
Można też powiedzieć, że wreszcie rzeczy przybrały
właściwą sobie miarę – drukowane w dziesiątkach tysięcy nakładu książki naukowe
i ambitna literatura – to się nie mogło udać. W zeszłym roku warszawska
Fundacja Archeologia Fotografii opublikowała misternie przygotowaną reedycję
albumu fotograficznego Zofii Rydet „Mały człowiek”. Książka ta została
opublikowana przez wydawnictwo Arkady w 1965 roku w nakładzie 8750 egzemplarzy.
Wydanie współczesne – będące próbą przypomnienia i reewaluacji tej świetnej
publikacji – wydrukowano w ilości 1200 sztuk. Nie wątpię, że za jakiś czas
współcześnie wydawane książki będą na rynku antykwarycznym znacznie droższe i
trudniej dostępne niż te z czasów PRL.
Drobiazg to w obliczu prawdziwych, ludzkich
dramatów. „W dzisiejszym życiu to właściwie żadna wiedza nie wydaje się
przydatna. Mam wrażenie, że z dnia na dzień przydatność wiedzy w świecie
zanika” – społeczeństwo głupieje , coraz bardziej bardziej, z dnia na dzień a
biblioteki zostaną przeniesione na zapomniany dworzec …..