.

.

czwartek, 20 sierpnia 2015

Książki = kultura , ich nadmiar szkodzi …… oczywiście to żart . Rozważania przy okazji łapania się na tym , że nie mam już zbyt dużo miejsca na książki .
Kto to właściwie wymyślił, że książki mają szczególną wartość, że książek – jak chleba – się nie wyrzuca? W jednym z odcinków telewizyjnego przerywnika kulturalnego „Sztuka czytania. Pokaż książki” Paweł Dunin-Wąsowicz, pisarz i wydawca, przyłapany we wnętrzu swego zarośniętego książkami M-3, bezradnie rozkłada ręce: „To nie jest mój własny pogląd, że książka jest ważna, to jest coś, z czym wyrosłem... Dla mnie książki były jak dla innych jajka, ser...”. Być może nasze pokolenie jest pierwszym i ostatnim tak skutecznie, bo bezrefleksyjnie skażonym słabością do książek. W coraz bardziej odległych czasach PRL-u książka, niekoniecznie literatura, ale właśnie książka jako przedmiot, była jednym z podstawowych towarów. „Książki są najlepszym przyjacielem człowieka” – do znudzenia powtarzany slogan siał spustoszenie. Zaś z niedoboru innych atrakcji i ograniczonych możliwości lokaty kapitału książka zyskiwała również szczególną wartość materialną , ech kiedy to było ….
Teraz, my pokolenie  PRL czy ludzie vintage wciąż żyjemy w tym śnie, ale choćby krótka wizyta na allegro – największej i najlepiej zaopatrzonej obecnie polskiej księgarni – wystarczy, by zrozumieć dobitnie sens teorii rzeczywistości równoległych. Tu stare książki są – jak w sklepie z ubraniami – tańsze niż nowe. PRL-owskie wydania XX-wiecznych polskich klasyków kosztują po parę złotych, a niegdysiejsze pozycje kultowe i bestsellery, królujące na bazarach i w sprzedaży stolikowej, więdną wywieszone z natrętną adnotacją „Kup teraz!”. Szok? Mała apokalipsa? Tak, w zestawie z „Kompleksem polskim” za jedyne 9,90 pln J

Można też powiedzieć, że wreszcie rzeczy przybrały właściwą sobie miarę – drukowane w dziesiątkach tysięcy nakładu książki naukowe i ambitna literatura – to się nie mogło udać. W zeszłym roku warszawska Fundacja Archeologia Fotografii opublikowała misternie przygotowaną reedycję albumu fotograficznego Zofii Rydet „Mały człowiek”. Książka ta została opublikowana przez wydawnictwo Arkady w 1965 roku w nakładzie 8750 egzemplarzy. Wydanie współczesne – będące próbą przypomnienia i reewaluacji tej świetnej publikacji – wydrukowano w ilości 1200 sztuk. Nie wątpię, że za jakiś czas współcześnie wydawane książki będą na rynku antykwarycznym znacznie droższe i trudniej dostępne niż te z czasów PRL.
Drobiazg to w obliczu prawdziwych, ludzkich dramatów. „W dzisiejszym życiu to właściwie żadna wiedza nie wydaje się przydatna. Mam wrażenie, że z dnia na dzień przydatność wiedzy w świecie zanika” – społeczeństwo głupieje , coraz bardziej bardziej, z dnia na dzień a biblioteki zostaną przeniesione na zapomniany dworzec …..