.

.

poniedziałek, 12 grudnia 2011

Czy jesteśmy wolni ?

Post zamieszczony poniżej jest z mojego poprzedniego blogu publikowanego na ramach witryny czasopisma Zwierciadło, później jakaś usterka , jakieś zmiany i przeniesienie tutaj. Dziś otrzymałem wiadomość ,że odzyskano wszystkie moje posty i prośbę o kontynuowanie wpisów. Myślę jednak ,że zostanę tutaj , choć nie ukrywam że brakuje mi Marty ,AnnyKocan, Renare,Bibi, Dalii M., Starbucks76, Fioletu i wielu innych  których pamiętam , z nie ukrywaną  przyjemnością czytam Wasze posty .  

 

 A wracając do tematu - Wolność -  jak wiemy to szeroko rozumiane pojęcie jest raczej dość względne.Dla jednych jest to szeroko rozumiana niezależność, dla drugich dorosłość, samodzielne podejmowanie decyzji. Opinii jest oczywiście o wiele więcej, ale poprzestanę na tych najważniejszych. Od czasu do czasu męczą mnie pytania mojego synaszka ale ostatnie było co najmniej filozoficzne – czy my jesteśmy wolni? Nie za bardzo rozumiem genealogii pytania, nie wspominając o jaką konkretną wolność chodzi. Wolę w tym przypadku być ostrożny w swoich wypowiedziach, zwłaszcza kiedy pytający są w tak młodym wieku. Tak więc do tej pory sam zadaje sobie pytanie , czy w dzisiejszych czasach, człowiek ma sposobność na pozostanie wolnym..? No i oczywiście, do czego ta wolność w zasadzie jest nam potrzebna..?
 Rozważając dokładnie ten dość dziwny temat w tak pięknych czasach doszedłem do wniosku, że właściwie na każdym kroku możemy spotkać się z wszechobecną perswazją, pośrednią manipulacją, ogromną presją. Kto jest odpowiedzialny za te czynniki? Nasze środowisko, najbliższe otoczenie, producenci, media… Wszystkie te elementy tworzą wręcz doskonałą całość. Często bywa tak, że nie zdajemy sobie sprawy z tego, że ktoś zakuwa nas w te moralno – mentalne kajdany. Ot, przeciętny Polak, zwykły konsument. Nawet nie wie, kiedy dobrowolnie rezygnuje z wolności, jako że robi to zupełnie nieświadomie. Producenci robią wszystko, aby zapewnić mu wolność wyboru. Rzecz jasna, w bardzo ograniczonym znaczeniu i równie pozorną. To chyba jakaś bzdura pomyśli nie jeden czytelnik , ale jednak :

Nasz bohater mieszka w dużym mieście, takie bowiem uchodzą za te najbardziej liberalne. Mi niestety pozostaje mieszkać w małym i może nie do końca liberalnym niestety. Nic mu nie brakuje. Państwo zapewnia wszystko, zaspokaja jego najbardziej podstawowe potrzeby. W końcu szczęśliwy obywatel to dobry obywatel. (Przyjmuję że nie może być inaczej.) Ma zezwolenie demonstracji ulicznych !? , własne mieszkanie, samochód, telewizję. O tak telewizję! Mało kto zdaje sobie sprawę z tego, jak wielkie znaczenie w jego życiu mają media. Jadąc do pracy, słucha radia. Radio musi na siebie zarabiać. Co daje największe środki zysku ? Reklama. Jadąc do pracy, mija po drodze co najmniej kilkanaście bilbordów – reklam najróżniejszych przedmiotów. W pracy, podczas przerwy na kawę czyta gazetę, chociażby zwykły dziennik. Jego wydawcy również chcieliby zapewnić sobie większe zyski, dlatego wertując gazetę możemy napotkać na co trzeciej stronie stały element. Reklamę. Po ciężkim dniu spędzonym w biurze, nasz bohater wreszcie wraca do domu. Zmęczony, zasiada przed telewizorem, co by się trochę rozerwać. Natrafia na całkiem sympatyczny program W zasadzie, wszystko byłoby w jak najlepszym porządku, gdyby nie pewien irytujący fakt. Program non stop jest przerywany. Reklamy. Nie na darmo, koszty promowania się w telewizji, podczas czasu zwiększonej oglądalności są co najmniej niebotyczne. Dla przykładu, cena piętnastosekundowej reklamy w T*N-ie około godziny 6 rano to zaledwie 600 złotych. Firma, która zechce ogłaszać się pomiędzy Faktami, a prognozą pogody musi zapłacić już kilkadziesiąt tysięcy za jednorazowe wyemitowanie krótkiego spotu. Z całą pewnością nie są to pieniądze wyrzucone w błoto. Cierpliwy widz, zainteresowany oglądanym programem, spokojnie poczeka na kontynuację, a w międzyczasie nacieszy swoje oko obrazami, jakie podsuwają mu producenci.

Podczas całego dnia, jesteśmy zasypywani krociami reklam. Nieważne w jakiej formie, te nigdy nie informują nas o niczym istotniejszym niż zalety kreowanego w jak najlepszym świetle produktu. Patrzymy na zadowolonych ludzi, szczęśliwe rodziny… Zastanawiamy się, co jest powodem tego, że ich życie jest istną sielanką szybko dochodzimy do ewidentnych wniosków. Tylko dzięki promowanemu produktowi będziemy szczęśliwi i zadowoleni z życia, on jest tym czego potrzebujemy, ot co ! Zmotywowani do działania, przy najbliższej wizycie w sklepie, gdzie z każdej wystawy aż oczy bolą od przepychu artykułów wszelakiej potrzeby, z pewnością wejdziemy w posiadanie owego przedmiotu, zaczniemy być wreszcie szczęśliwi… Ba! Pozostaniemy takimi przez dłuższy czas, jako że kolejne, pięknie podane wynalazki „manufaktorów” , kolejno znajdujące się w naszym posiadaniu zapewnią nam permanentny stan zadowolenia.

W tym ostatnim przypadku z całą pewnością mówimy o wolności, wolności wyboru, ale czy jest to wolność w pełnym tego słowa znaczeniu?
Można przytoczyć jeszcze dużo więcej przykładów o wolności. Jesteśmy niezależni, mamy wolność słowa, możemy iść do pracy lub nie – prawo wyboru (chociaż wg dzisiejszych danych 12,5 % ludzi nie jest w stanie dokonać wyboru podjęcia pracy a to za sprawą bezrobocia), żyjemy dostatnio (chociaż wszyscy narzekają z nie wiadomych przyczyn- zresztą powód się zawsze znajdzie). Zastanawia mnie jedynie myśl skąd te pytanie przytoczone u juniora, wiem że nie chodzi o żadną konkretną sytuacje przytoczoną z podręcznika np. historii. Dziwne są pytania dzieci, i bardzo trzeba uważać co się na nie odpowiada.

Książki, książki są bez reklam i chwała wydawcom za to. One są wolne i wolne są nasze myśli. Jesteśmy wolni – prawda?