Wkurzają mnie ludzie, dla których szklanka jest zawsze do połowy pusta, a nigdy do połowy pełna. I pewnie w ogóle bym takich ludzi nie tolerował gdyby nie fakt, że sam do tej grupy chyba należę… Tak, myślę, że staję się z czasem bardziej życiowym pesymistą, niż optymistą. Wkurza mnie ten fakt, ale to jest silniejsze ode mnie. Być może jesienna aura , przeziębienia czy inne czynniki sprawiają, że ostatnio często miewam „doły”, w które potrafię wpaść zupełnie nagle i po same uszy. Bardzo łatwo błahą niedogodność, czy chwilowe potknięcie potrafię rozdmuchać do rozmiarów przekraczających możliwości ich udźwignięcia, co powoduje, że tracę humor i przez czas trwania „focha” chodzę nadęty jak puzon. Najgorsze w tym wszystkim, że zarażam tą atmosferą osoby mi bliskie i wprowadzam niepotrzebny, chłodny nastrój we wzajemnych relacjach. Zmieniam się wówczas w taką chodzącą zrzędę czepiającą się wszystkiego i wszystkich. Oczywiście, kiedy miewam prawdziwe kłopoty, wówczas moja frustracja i mój strach się potęgują i przeważnie nie widzę już wyjścia z sytuacji i zaraz będzie koniec, a to ukłucie dziś rano pod łopatką to na pewno coś z sercem itp.itd. Gdyby nie moja cudowna żona, i dzieciaszki które zawsze potrafią mnie spoliczkować dobrym słowem i postawić do parteru, pewnie już dawno bym „ze świrował” .Zwykle, kiedy sobie uświadamiam, że zachowuję się bez sensu, że nic się takiego nie stało ( dobrze, że w ogóle potrafię to sobie uświadamiać) jest już za późno, bo zdążyłem wcześniej upuścić jadu i „ zafajdaczyć” otoczenie. Weźmy choćby zeszłe piątkowe popołudnie. Jechałem przez miasto samochodem za nauką jazdy, a że nie było możliwości wyprzedzenia kląłem i rzucałem mięsem na cały świat zdenerwowany faktem, że „muszę” się wlec pięćdziesiątką za jakimś nieudacznikiem. A przecież nigdzie się nie spieszyłem! W dodatku to była prędkość, jaka obowiązuje w terenie zabudowanym! A co by było gdybym faktycznie się spieszył? Skąd taka reakcja? Albo dzisiaj. Wstałem rano i zobaczyłem oszroniony samochód Zacząłem zrzędzić; po co mrozi i muszę drapać te cholerne szyby, przecież za godzinę , może dwie lód stopnieje i faktycznie byłem wkurzony na, no właśnie, na co? I co z tego, że zaraz stopnieje? Niech topnieje, kij mu w oko! Czemu taka błahostka sprawia, że z miną na kwintę wychodzę z domu, jakby rozbolały mnie wszystkie zęby i obrażony na wszystko i wszystkich idę do ludzi. Wprawdzie po chwili mi przechodzi, ale jednak zanim to nastąpi potrafię być opryskliwy i „mało” uprzejmy, przez co narażam się na możliwość wypadnięcia w czyichś oczach na gbura i nadętego typa. A przecież jestem uważany za „niespotykanie spokojnego człowieka „ któremu się poszczęściło w życiu. Jestem w miarę dobrze sytuowany, jeżdżę samochodem, mieszkam w dużym mieszkaniu, mam wspaniałą rodzinę, wielu przyjaciół, nie mam kredytów … Żyć nie umierać! Dlaczego zamiast cieszyć się tym, co mam, wiecznie szukam dziury w całym? Może to starość która nieuchronnie nadchodzi (mam już 37 lat !!! ) , może to zbliżająca się zima której nienawidzę. Chciałbym żyć 130 lat i mieć czas z moją żoną na wszystko , być zdrowym, szczęśliwym , mieć szczęśliwe dzieciaki i żyć bez zmartwień o niepewne jutro.
.
poniedziałek, 12 grudnia 2011
Wszystko mnie wku..., a przecież pragnę tak nie wiele.
Zastanawiałem się ostatnio ilu jest ludzi, powiedzmy w moim mieście , którzy mogą o sobie powiedzieć, że niczego im nie brakuje, żyje im się bardzo dobrze, niczego by nie chcieli w swoim życiu zmienić (gdyby mieli taką możliwość), są szczęśliwi i spełnieni? Czy w ogóle znalazłby się ktoś, kto mógłby tak o sobie powiedzieć? Obawiam się, że nie… Zawsze sobie znajdziemy jakiś powód do narzekań, niemalże w każdej dziedzinie życia. Bo przecież zawsze można chcieć mieć więcej niż się ma, bez względu na to ile się ma. Zawsze można dopatrzyć się mankamentu, np. można by chcieć więcej zarabiać, mieć więcej czasu dla siebie, mniej pracy, mniej kłopotów i zawsze znajdziemy wokół siebie takich, którym się żyje lepiej niż nam. Ciekawe, że oceniając swoją kiepską sytuację życiową nigdy nie patrzymy na tych, którym się żyje gorzej niż nam, a zawsze patrzymy i porównujemy się do tych jeżdżących lepszymi autami, mieszkających w lepszych mieszkaniach, domach itd.
