Jesień, jesień ... Cholernie mam już tego dość , w szczególności ciągle niezadowolonych ludzi. Dramat, dramat... Jesteśmy szalenie dramatyczni. Zakochujemy się nieszczęśliwie- na śmierć i życie, upijamy się z rozpaczy, słuchamy Beaty Kozidrak, która popijając szklankę wody od wielu lat wciąż od nowa patrzy w dal i wita szarość czterech ścian, załamujemy ręce nad nieuchronnie zbliżającą się śmiercią wszelkich zasad i tradycji. Krew w żyłach 13-letniej autorki pewnego bloga przestaje płynąć, jej serce pęka na pół, ciało drętwieje, a jej martwa dusza staje się zabawką w rękach okrutnych sił zła. Muszę przyznać, że i moją osobę ogarnął niepokój i następnego dnia również zajrzałem do tego internetowego pamiętnika- na całe szczęście Upadły Anioł wyrwał się ze szponów cierpienia i w następnego dnia opisywał niekończące się piękno magicznego dotyku, który nadaje życiu niepowtarzalny i nie dający opisać się słowami smak. W nowy miesiąc (grudzień- jak ten czas cholernie leci) wchodzę z niepokojem o stan emocjonalny rodaków, wizją najcięższych mrozów i nieodśnieżonych dróg, oraz ze świadomością, że zima szykuje dla nas wiele ostrych zakrętów w drodze przez życie. Jeszcze bardziej pogrąża mnie internetowy artykuł o szybko rozprzestrzeniającej się wśród młodych kobiet anoreksji seksualnej, a na koniec dobijają krajowe wyniki globalnego kryzysu.
Wpasowaliśmy się w smutek, niezadowolenie, w złe wiadomości. W Kościele stoimy ze spuszczonymi głowami, Radosnej Nowiny słuchamy z ogromnym bólem w oczach, o zbawieniu śpiewamy w rytm marsza żałobnego. Kiedyś próbowałem uśmiechnąć się do pana kościelnego- zostałam potępiony na wieki. A w poczcie, sklepie aż huczy od tragedii- pani w bordowym kapeluszu spaliła mikrofalówkę, ta w szarym płaszczu nie może znieść tych wszystkich okropnych kolorowych produktów w wielkich hipermarketach, a gimnazjalistka w kabaretkach i różowych nausznikach z rozpaczą stwierdza, że już nigdy, ale to przenigdy nikomu nie zaufa, że wszyscy faceci do gnoje. Wszyscy.
Chyba spodobało nam się cierpieć za miliony, spodobała się wizja bycia ukrzyżowanym Chrystusem wśród innych narodów. Bo przecież pogoda zła, kierowcy pijani albo nieostrożni, ekspedientki niemiłe i chamskie, dziura w budżecie i starych trampkach, kobiety brzydkie albo głupie, mężczyźni zbyt delikatni, a na zachodzie nie chcą jeść, co na pewno odbije się na naszej biednej gospodarce. Podsumowując jednym z bardzo popularnych wyrażeń: jaki dół.... A z Polski, oczywiście- trzeba wiać jak najprędzej. Uciekać, bo tu brak perspektyw. Jeszcze więcej napisów na murach - akt desperacji i niezadowolenia ludzisków, jeszcze więcej krytykujmy i bardziej narzekajmy, bo komuniści zabrali wolność, ale prawica jest teraz jeszcze gorsza. Jeszcze bardziej obładowujmy się tomami Mickiewicza, Sienkiewicza i Żeromskiego, jeszcze głośniej podśpiewujmy pieśni kościelne, walczmy w imię uśpionego patriotyzmu- cały świat ruszy do przodu, a my smutni, rozżaleni, naznaczeni cierpieniem zostaniemy daleko z tyłu.
Zaczyna się kolejny obfitujący w wiele dramatycznych wydarzeń dzień, szare przygnębiające chmury przesuwają się przez niebo, wiatr niesie smutek, Beata Kozidrak z jeszcze większym patosem śpiewa o dwóch sercach i dwóch smutkach, łza spływa po polikach gorzką kroplą, jedynie tylko Doda wygląda na szczęśliwą - ona po prostu emanuje szczęściem : ) .
