Usiadłem na balkonie z oczami w deszcz wpatrzonymi. Deszcz co zmywał cały świat, zazieleniał i nagle grzmot z nieba pociemniałego się wydobył. Psy u nóg moich przysiadły, wystraszone, spłoszone, a ja. Sięgnąłem pamięcią w przeszłość. Na spracowane ręce dziadka, na mamę skąpaną wśród kwiatów, na zapach siana i słomy, na świeżo skoszoną trawę. Na krowy pasące się w koło i ptactwo domowe goniące w ogrodzie. Miłe wspomnienia z domu prababci Marii.
Dziś pozostała tylko cisza i pamięć. Gospodarki nie ma. Pozostało tylko to samo niebo, ta sama świeżość, lecz inna świadomość. My nowi ale myślami w sielskim klimacie przeszłości. Stogów już nie ma, choć kosa zapewne stoi gdzieś w kącie.