.

.

niedziela, 27 kwietnia 2014

Praca nad ....

Praca nad ……… szczęściem.

Kto ma więcej  wprawy w załamywaniu rąk, niż w zakasywaniu rękawów? Przyznać się.
Słowo „praca’ występujące w jednym zdaniu ze słowem „szczęście” raczej nie wzbudza sympatii. Dzieje się wręcz przeciwnie – ciarki pojawiające się plecach, raczej nie są objawem chęci podjęcia wyzwania, lecz pewnego rodzaju alergii. Przecież jedno wyklucza drugie. No bo jak to, żeby nad szczęściem trzeba było pracować?

                        Chyba nikt nie zaprzeczy, że ludzie nie są szczęśliwi z własnego powodu i co gorsza, na własne życzenie. Choć chyba bardziej z powodu braku życzeń składanych samemu sobie. Wykonują te swoje rutynowe zadania, które muszą zrobić bo kasa, bo ktoś coś znowu chce, bo takie zakichane życie jest. Nastawienie przy tym jest iście żałosne – roszczeniowa poza w oczekiwaniu na cud. Jeśli tylko coś nie wychodzi, zaraz znajduje się winny, któremu makaron oskarżeń na uszy za całe nasze zło. (Autopsja) A jeżeli właściciel tych uszu jest choć trochę empatyczny, to trzeba skrępować naiwniaka tą całą osobistą frustracją i wprowadzić w poczucie winy za nasz własny los. Oj, jak zły nastrój wirusowe ma możliwości. Jedno takie ponure kichnięcie osoby leniwej na szczęście, a już cała gromada popada w marazm i poczucie beznadziejności. Że też nikt rozwiązań nie lubi szukać. No tak, to byłaby praca. Mamy impas. Z jednej strony problem, z drugiej jego rozwiązanie, tylko ta słoma pali się tak krótko. Najwięcej jest wyznawców polityki niewidzialnej ręki losu. Nie ma to jak skomleć w stronie biernej, np. o pechu, który się tak mocno trzyma, szczególnie lewej nogi o poranku w sypialni . Można by rzec, takim po imieniu, że to iście ofiary losu są. Ale tylko spróbuj użyć tego epitetu, a dowiesz się jak mocno potrafi się jeden z drugim zaangażować, choćby w obrażanie Cię za to, że stwierdziłeś fakt. Wtedy praca pali się ogniem całych zasobów gazowych Federacji Rosyjskiej ( Mówią że już nie długo). Pomysłów na dopieczenie bliźniemu nie zabraknie, a i inicjatywa jest. Cywilizacja ludzi leniwych woli bardziej poprawne stwierdzenie, że  szczęście jak zwykle kogoś ominęło, że czepka zabrakło. Tak, szczęście miało własną wolę i nie chciało mieć z tą osobą nic wspólnego, a do tego zezowate jest i trafić nie może. Przy tym wszystkim nader rzuca się w oczy nieumiejętność radzenia sobie ze szczęściem, szczególnie osób trzecich. Prędzej świnie zaczną latać, zanim mu pogratuluję. Taki syndrom umniejszania szczęścia dotyczy także szczęścia własnego. Bo któż czasem nie powie -to był fuks, nie ma się czym chwalić etc. Tego i innego typu frazesy celowo dewaluujące pozytywne odczucia mają tylko jedno zadanie – danie publicznego świadectwa swojego braku szczęścia. No bo przecież jak się ktoś dowie, że bliźni żyje sobie jak pączek w maśle, to nie tylko to masło, ale i nadzienie mu ukradnie. I tak, po dniu pełnym sukcesów, na spotkaniu przy piwku, lepiej opowiedzieć o korkach, bo przynajmniej następnego dnia z rana będzie sam kac, bez czkawki (!)

Każdy wie, że trening czyni mistrza, jednak jak zostać mistrzem szczęścia, gdy nie ma społecznego przyzwolenia na jego trening. W przestrzeni publicznej, tego rodzaju dyscyplina jest równie odrażająca jak ekshibicjonizm i grozi separacją towarzyską. Rozwiązania są dwa. Pierwsze, choć to w zasadzie nie jest rozwiązanie, dedykowane jest leniwym - to załamać ręce i czekać, choć doprawdy nie wiem na co. Drugie i jedyne, to zakasać rękawy i do roboty. Styl dowolny, cel – szczęście. A gdy zostanie się mistrzem, uczyć innych, bo jak powiedział A.Balling „Radość jest jak kamień rzucony do wody – zatacza coraz większe kręgi”. Tylko ktoś musi rzucić ten pierwszy kamień i nie mam na myśli tego biblijnego. Tak więc pracujmy, pracujmy i jeszcze raz pracujmy J . Bo szczęście równa się zdrowie.