.

.

niedziela, 13 kwietnia 2014

Jak się rozpoznać ? !

W dzisiejszych czasach coraz trudniej dogłębnie, prawdziwie poznać drugą osobę. Zastanawiam się często czy  jest to jeszcze w ogóle możliwe? Funkcjonując na co dzień w przeróżnych środowiskach, mam wrażenie, ze nie spotykam ludzi z krwi i kości. Otaczają mnie raczej jakieś persony… (oczywiście nie pisze o moich przyjaciołach, przyjaciółkach) Tu należałoby umieścić odautorską definicję tegoż określenia. Nie zamierzając jednak nikomu ułatwiać odpowiedzi na pytanie typu: „Co autor chciał powiedzieć?” - nie zrobię tego.

                         Z autopsji i obserwacji moich dwóch czworonożnych przyjaciół zauważyłem , że ludzki zapach został wyparty. To, na podstawie czego większość informacji o danym osobniku uzyskują zwierzęta (do których, jakkolwiek byśmy temu zaprzeczali, człowiek też należy) zostało totalnie zafałszowane. Może z tego właśnie wynikają tak liczne nieporozumienia pomiędzy przedstawicielami naszego gatunku? Ewolucyjnie pracujące umysły interpretują zapach osoby, tworząc w ten sposób obraz aktualnego stanu ducha danej jednostki. Zamieszanie polega na tym, że w obecnych czasach bodźce trafiające do naszych receptorów są totalnie przekłamujące, syntetyczne, nie mają nic wspólnego z rzeczywistym, naturalnym stanem. Kanał No. 5 zawsze będzie pachniał kanałem… Oczywiście to powyższe stwierdzenie jest szeroko rozumianą przenośnią (chyba nikt by nie chciał w rzeczywistości czuć drugiego osobnika -   mam nadzieję, że rozumiecie ;-)   )
Idźmy dalej… tym tropem ;-)  Kolejne potencjalne źródło informacji – wygląd. Obserwowanie aparycji dostarcza danych na temat osobnika. I tu również z obserwacji  zachowań moich futrzaków -  Czy się stroszy? Czy ma zdrową sierść? Czy szczerzy kły? Opierając się jednak na tym kryterium totalnie głupieję, widząc identycznie wyglądające jednostki, znajdujące się, co z czasem wychodzi,  w skrajnie różnych stanach emocjonalnych. Wszystkie są tak samo uczesane (zgodnie z obowiązującą modą), tak samo (żurnalowo) ubrane, mają ten sam wyraz twarzy (a dokładniej rzecz ujmując, ich twarze nie mają żadnego wyrazu – to tak jak w Gombrowiczu ! ) . Wyrażenie „wyglądasz nie do poznania” nabiera w kontekście tego wszystkiego nowego, ogromnego znaczenia….
Ok, nie poddając się przyklaskuję powiedzeniu, że liczy się to co w środku („nie szata zdobi człowieka” i takie tam…). Sprawą oczywistą jest brak możliwości zrobienia sekcji wnętrzności – ech zbyt dużo zajęć z anatomii ;-) . Może i dowiedzielibyśmy się w końcu czegoś o danym osobniku, lecz byłaby to idealna egzemplifikacja zwrotu „martwa wiedza”.
Pozostaje więc nam użycie kolejnego zmysłu – słuchu. I tu sprawa wydaje się budzić optymizm. Czy jednak oby na pewno uzasadniony…? Pytanie podstawowe – czy wiarygodnym źródłem wiedzy dotyczącej esencji danej jednostki, rzeczywiście jest narząd mowy (narząd gębowy - przekładając na świat zwierząt – to z mojej strony już chyba zboczenie )? O ile słysząc ryk lwa nikt nie może mieć wątpliwości co do jego intencji ( tu sprostuję , że owe ryki są w rzeczywistości różne i komunikują różne stany emocjonalne danego osobnika) , tak w przypadku homo sapiens sprawa nie jest tak oczywista. Zakładając, że ktoś nawet posiada zdolność składnego werbalizowania swych myśli, moje obawy budzi słuszność słowa „swych” użytego w tym zdaniu... A może nazwę sprawę inaczej – wydaje mi się, że mało kto jest w posiadaniu praw autorskich do tego, co wypowiada. Najbardziej powszechny proceder plagiatu na świecie! Jednocześnie wszem i wobec akceptowany! Co więcej – czy nie jest absurdem fakt, że największym poklaskiem i chwałą obdarzani są ci, którzy potrafią
uprawiać wspomniane „piractwo słowne”, korzystając z jak największej ilości oryginałów? Kiedy ktoś posiądzie tę, jakże chlubną umiejętność, wówczas nadaje się mu tytuły naukowe, przyodziewa w gronostaje i inne z gatunku gryzoni… ( oczywiście kolejna przenośnia – nie mordujmy tych nie winnych zwierząt !!! )
Pozwólcie, że kwestię pozyskiwania wiedzy na czyjś temat na podstawie smaku pozostawię bez komentarza… :-P
Jedyna więc nadzieja w dotyku!  Hmm …. ;-) Na początku muszę jednak otwarcie powiedzieć, iż marna to szansa… Niezbędnym elementem uzyskiwania jakichkolwiek informacji jest przystępność danych. Biorąc pod uwagę, że nawet przypadkowy kontakt fizyczny - ot, przelotne muśnięcie w zatłoczonym autobusie, ciasnym busie „F”   - odbierany jest jak bezprecedensowy atak, bezczelne naruszenie godności osobistej, powoduje odcięcie na starcie wszelkich ścieżek dostępu poprzez ten zmysł…
Wśród tabunów powiedzeń ludowych, często niemających żadnego odniesienia do rzeczywistości, znalazłem jednak jedno, którego autentyczności nie zamierzam podważać: „Oczy są zwierciadłem duszy”.
Zwarta skorupa, stanowiąca zabezpieczenie przed tym - jakże złym - światem (telewizja przecież nie kłamie…) ma, na szczęście, wspomnianą w cytacie rysę. Pęknięcie, przez które sączy się strumień prawdy o człowieku (czy tego chce, czy nie). Coś nie do podrobienia, wyuczenia, zmanipulowania.
Nie! Nie pokazuj mi swoich ubrań, książek, domu…! Nic mi po tym! Spójrz mi w oczy, a powiem ci jakim jesteś człowiekiem!
Wielka szkoda, że wzrok większości ludzi wycelowany jest w centralny punkt czubka ich własnego nosa… (ewentualnie - co u pokorniejszych – w czubek ich buta).

Wielka również szkoda , że z czasem okazuje się że myliliśmy się co do rzekomo dobrze nam znanych ludzi. I tu całe moje „wywody” poszły na „marne”  :-P  …….