Jak większość kluczborczan i kluczborczanek muszę sobie radzić z ekspansją rowerzystów.
Popularność i moda dołożyła się do
rosnącej liczby rowerów w naszym mieście. Rowerzyści są więc wszędzie: na
chodnikach, ścieżkach rowerowych (lub raczej ich odcinkach – bo ścieżek
takowych w naszym mieście jak na lekarstwo ) i jezdniach. Oczywiście mają lub
mamy prawa (bo też jeżdżę na rowerze) ale w tym roku mam poważne wątpliwości.
Od kiedy zrobiło się ciepło, nie mogę spokojnie
chodzić z dziećmi i psami po chodnikach, parku. Zbliżając się do rogu budynku,
zatrzymuję się i powoli wyglądam, czy droga wolna. Odwracam się wciąż za
siebie, bo nie chcę dać się zaskoczyć. Jestem doświadczony. Zbyt wiele razy
ocierali się o mnie rowerzyści, traktowali jak kijek slalomowy albo testowali
na mnie siłę swoich hamulców. Szczerze mówiąc, bo ostatnim „najechaniu” na mnie
mam tego dość !
Nie przekonuje mnie argument, że póki nie ma
ścieżek, rowerzyści nie mogą ryzykować jazdy po jezdni. Po pierwsze, ścieżek w
Kluczborku nie będzie pewnie jeszcze przez długi czas. Po drugie, nawet jeśli
gęsto pokryją one miasto (w co wątpię) , to nie zniknie konflikt między
pieszymi, samochodami i rowerzystami. Będzie nawet więcej skrzyżowań, gdzie
bardziej „uzbrojony” użytkownik drogi będzie chciał wymusić swoje prawo do
pośpiechu.
Poza tym to, co sprawia, że chce się jeździć
rowerem, to możliwość łączenia jazdy po ulicy, ścieżce i chodniku. Opcja, żeby
przejechać skrótem i nie nadkładać pedałowania nawet po ścieżce. Ale zaraz,
przecież przed chwilą chciałem, żeby rowerzystów wywalić z chodników. I dalej
chcę, ale nie wszystkich !
Nigdy nie widziałem emeryta lub emerytki, która
przekraczała na chodniku prędkość 20 km/h. Nie zdarzyło mi się też, żeby
hamowała przede mną gwałtownie młoda dziewczyna. Za wszystkie wyczyny
rowerzystów, jakie oglądam na chodnikach, odpowiadają młodzi mężczyźni. Tak
mniej więcej między 16. a 35. rokiem życia. Łysi i kudłaci, przypakowani i cherlawi,
w sportowym rynsztunku i w codziennych ciuchach. To oni uważają, że świat do
nich należy, a wypadki powodują tylko „dupy wołowe”. Prawa jazdy nie mogą robić
ludzie przed 18. rokiem życia, bo uznaje się ich za niepoczytalnych. Młodzi
mężczyźni na rowerach są zapewne bardziej niepoczytalni niż niejedna
czternastolatka za kółkiem. Dlatego proponuje, żeby spadali na jezdnie. A i
należałoby wspomnieć o powracających wężykiem przez park „działkowcach” – bo
przecież do parku idziemy odpocząć a nie ćwiczyć refleks i odskakiwanie w
ostatnim momencie bo panowie bardzo często zmieniają tor jazdy.
My w spokoju będziemy mogli wreszcie chodzić po
chodnikach. A poza tym im więcej rowerzystów na jezdniach, tym szybciej
przyzwyczają się do nich kierowcy.